Alfabet Wdzięczności – Codzienność

Mój pomysł na alfabet wdzięczności opisałam szczegółowo w pierwszym poście z tej serii.

W skrócie  – w każdy poniedziałek dodaję wpis o tym, za co jestem wdzięczna. A że jest to alfabet wdzięczności, jak sama nazwa wskazuje, co tydzień na celownik bierzemy kolejną literę alfabetu. Dodaję również tematyczny wpis na Instagramie, żebyście mogli dołączyć się do całej akcji.

Po co to całe zamieszanie?

Bardzo często zapominamy w codziennym pośpiechu o tym, że byłoby całkiem sympatycznie, gdybyśmy okazywali wdzięczność trochę częściej, niż zazwyczaj. Nie chodzi tu o sytuacje wyciągnięte rodem z komedii romantycznych. Bardziej o to, żeby poczuć wdzięczność za drobne momenty – możliwość wypicia ciepłej kawy, przytulenia się do bliskiej osoby, przepyszny obiad czy spacer po lesie.

Pomyślicie, że to przecież codzienne życie, więc za co tu dziękować?

A ja wam odpowiem, że jeżeli nie potraficie być wdzięczni za pozornie mało ważne momenty w życiu, to nie będziecie potrafili doceniać tych większych.

Bo w życiu liczy się każda chwila.

Ja postanowiłam wykorzystać ten alfabet w trochę inny sposób. Oczywiście jestem wdzięczna w swoim życiu za rodzinę, przyjaciół, zdrowie, miłość. I to nie podlega dyskusji i myślę, że większość z nas czuje podobnie. Ale to są sprawy, o których mówi się najczęściej. A ja chcę sobie tymi wpisami przypomnieć, że super jest odczuwać wdzięczność również z tych mniejszych rzeczy, codziennych, przyziemnych. Dlatego ja postaram się co tydzień pisać tu o mniej przewidywalnych sprawach. O czym może nie myśli się tak często i intensywnie. O czym czasem się zapomina. Taka jest moja misja.

Do tej pojawiły się dwa wpisy z tej serii:

Litera A – Ambicje

Litera B – Burza

Litera C.

Codzienność

Codzienność. Jak mocno jestem wdzięczna za swoją codzienność wiem tylko ja. Za poranki, kiedy odsłaniam rolety i otwieram okna, żeby wpuścić świeże powietrze. Za to, że czasem to światło dosłownie rani mi oczy, bo jestem tak bardzo zmęczona po nieprzespanej nocy. Za przepyszny napar z imbiru, cytryny i miodu wypijany zawsze przed śniadaniem, który bywa zdecydowanie za kwaśny. Za możliwość porannego spaceru z psem w grubych skarpetach i dresach, kiedy akurat przejeżdża znajomy i widzi mnie w tym zacnym wdzianku.

Za każdy promień słońca, który przebija się przez okna i tworzy smugi światła na podłodze i na nieumytych oknach. Za deszcz uderzający w szyby, który jest najpiękniejszą muzyką, a jednocześnie moczy mnie do suchej nitki. Jestem tak bardzo wdzięczna za każdy Jego uśmiech, każde wtulenie się w Jego ramiona i wygłupy, które zawsze poprawiają mi humor. Za jego niesamowitą umiejętność doprowadzenia mnie do białej gorączki w dwie i pół sekundy.

Jestem wdzięczna za Nasze piątkowe randki i spotkania z przyjaciółmi, które czasem trzeba umawiać całymi dniami, zanim trafimy na dogodny dla wszystkich termin. Za letnie opalanie w ogrodzie, kiedy jest za gorąco i jesienne ogniska, kiedy notorycznie przypalam ziemniaki w folii. Za warzywa z własnej grządki, którą trzeba najpierw oczyścić i owoce z sadu, które trzeba zamknąć w słoikach, bo inaczej się zmarnują. Za pierwszy i ostatni łyk kawy, która zawsze kończy się za szybko. Za futrzanego przyjaciela, który zawsze wie, kiedy potrzebuję pocieszenia i zawsze goni koty wtedy, kiedy zupełnie nie jest na to odpowiednia pora. Za poczucie bezpieczeństwa we własnym domu i uczucie ulgi, kiedy zalegam na kanapie, oglądam seriale i marnuję cały dzień. Za każdy oddech, który czasem sprawia taki ból, że dałabym sobie wyrwać płuca, żeby tylko go nie czuć.

Jestem wdzięczna za zwykłe chwile, zwykłe momenty. Za regularne posiłki i za wypijanie dwóch litrów wody dziennie. Za każdą minutę życia mimo, że bardzo często te minuty sumują się w godziny, które bywają cholernie trudne do przeżycia.

Jestem wdzięczna za zmieniające się pory roku, chociaż coraz bardziej zacierają się między nimi granice. Za to, że mogę wrócić ze spaceru z bukietem polnych kwiatów albo garścią złotych liści, które później uschną i pokruszą się na świeżo umytą podłogę. Za możliwość spełniania swoich pasji, chociaż ciągle walczę, żebym mogła nazwać jedną z nich pracą. Za to, że codziennie mogę sięgnąć po aparat i zacząć widzieć kadrami mimo, że najczęściej czuję się zirytowana efektami. Za możliwość spisywania swoich myśli i dzielenia się nimi z Wami na moim blogu nawet wtedy, kiedy wiem, że przeczyta to tylko garstka z Was. Za Wasze zaangażowanie i wsparcie mimo, że znamy się tylko wirtualnie.

Jestem wdzięczna za wszystko, co mnie spotyka. To jest moje życie. Moje chwile. Moja codzienność. Godzę się z nią, czerpię z niej ile mogę i przyjmuję ją z tym całym bagażem, który muszę dźwigać. To jest przecież moje życie.

∗∗∗

Dołączycie do Alfabetu Wdzięczności? Dziś na tapecie litera C. Za co jesteście wdzięczni? Napiszcie w komentarzach!

∗∗∗

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Dziękuję!

PODOBNE WPISY