Po co Nam nawyki czyli 30 minut ruchu dziennie

Postanowienia noworoczne to teraz temat na czasie, chociaż mam wrażenie, że kogokolwiek o nie pytam, wszyscy zaprzeczają, jakoby je robili. A jednak siłownie są teraz przepełnione, książki w księgarniach znikają z półek, a w Biedronce i Lidlu szybciej kończą się owoce i warzywa. I mimo, że mocno to teraz przerysowałam, to taki obrót spraw jest naprawdę dobry. A raczej byłby dobry gdyby nie fakt, że o Naszych postanowieniach zapominamy szybciej niż o tym, co mieliśmy kupić w sklepie. Już w lutym wszystko zaczyna Nam się rozmywać. Coraz rzadziej zaglądamy do listy z wypisanymi, linijka po linijce celami, natomiast w marcu na pytanie ”jak tam Twoje postanowienia?” odpowiadamy mocnym zdziwieniem twarzy i machnięciem ręki. Nie trzeba być ekspertem, żeby wiedzieć, iż tylko znikomy procent ludzi dotrzymuje swoich postanowień. Moim zdaniem te kilka procent po prostu wie, jak dobrze się za to zabrać.

Sama bardzo nie lubię słowa „postanowienia”, jest dla mnie zbyt obciążające i od razu kojarzy mi się z czymś nieosiągalnym. Dlaczego tak się dzieje? Przez lata źle podchodziłam do tego tematu. Popełniłam po drodze chyba wszystkie możliwe błędy, przez które finalnie sama byłam w tym wysokim procencie osób, które już w marcu nie pamiętały, co tam sobie nabazgroliły na początku stycznia, w całkiem nowym notesie, które kupiły specjalnie na tę okazję.

To, co w końcu zrozumiałam to fakt, że najbardziej słuszną drogą jest wyrobienie sobie odpowiednich, dobrych nawyków. Szczerze Wam powiem, że niejednokrotnie zawiodłam się na motywacji (tej zewnętrznej) i zdecydowanie ją przeceniałam. W efekcie czekałam czasem całymi dniami, kiedy nadejdzie, tak bardzo wszystkim znana wena i kiedy zechce mi się chcieć.

To, co moim zdaniem działa, to determinacja, konsekwencja, dyscyplina i nawyki. Na tej bazie można faktycznie zacząć osiągać dobre i zadowalające efekty. Podejrzewam, że gdyby wszyscy pracowali na zasadzie „dzisiaj mi się chce, a dzisiaj nie” to wszystkie biznesy padłyby po pierwszym tygodniu działania.

W kwestii planowania bardzo mocno polecam Wam wpisy Ani Ulanickiej, która działa jak szalona i jest nie do zatrzymania. A to wszystko z odpowiednim nastawieniem i priorytetowym miejscem na balans w codziennym życiu. Warto jest zainspirować się kobietami, które robią to dobrze.

Ja w tym roku… oczywiście planuję, a jakże inaczej! Chyba nie potrafiłabym tego nie robić. Czuję się bardziej pewnie i bezpiecznie, kiedy mam to wszystko wypisane. A tegoroczne cele, dzięki uprzejmości Ani Niebałaganki, którą zapewne wszyscy znacie, spisuję w przepięknym planerze od Piekne Przydatne. Myślę, że zdecydowanie się polubimy. Ale tym razem nie będę się dzielić swoimi planami, ponieważ wiele z nich dotyczy sfery osobistej z kilku ważnych dla mnie powodów. Biznesowe plany również zostawię dla siebie z tego względu, że stawiam w końcu na działanie, a nie tylko opowiadanie o tym. Pozwolę w końcu moim efektom krzyczeć, a ja spokojnie będę pracować w ciszy.

30 minut ruchu codziennie

Jednak jest jeden temat, który zdecydowanie chcę upublicznić i podzielić się z Wami swoim pomysłem. Nie ukrywam, że byłoby wspaniale, gdybyście się do mnie przyłączyli. Może Nam to wyjść tylko na zdrowie. A ta właśnie kwestia bardzo mocno wiąże się z wyrobieniem w sobie dobrego nawyku, który zostanie z Nami niezależnie od motywacji czy chęci do działania.

To jest mój cel. Nie konkretna ilość treningów, nie konkretna sylwetka czy wymiary. Moim celem jest wyrobienie w sobie nawyku do codziennej aktywności fizycznej. Pisząc codziennej, mam na myśli faktycznie każdy dzień. Oczywiście z wyjątkami niezależnymi ode mnie (choroba itd.). Uściślając – jeżeli zdrowie i warunki mi na to pozwolą, chcę być aktywna codziennie, siedem dni w tygodniu. Szaleństwo? Bynajmniej! Przeczytajcie do końca, a zrozumiecie, ze to co piszę ma sens.

Jakie są moje powody i co oznacza dla mnie bycie aktywną fizycznie?

  • Moją główną motywacją jest zdrowie. Potrzebuję czuć, że o siebie dbam. Chcę być świadoma swojego ciała i okazać mu tyle uwagi, ile potrzebuje. Pomyślcie tylko, jak wspaniałe jest to, że w Naszym organizmie wszystko działa tak perfekcyjnie. Poczułam ogromną wdzięczność za moje zdrowe nogi, ręce, serce, płuca, mózg. Dlaczego zatem nie miałabym wspomóc wszystkich procesów, które zachodzą w moim ciele. Teraz patrzę na to całościowo. Wiem, że powinnam robić wszystko co w mojej mocy, żeby jak najbardziej o siebie zadbać. A jeżeli przy okazji skorzysta na tym mój wygląd, tu się podniesie, a tam się ujędrni, to nie pozostaje mi nic innego jak tylko się cieszyć.
  • Aktywność fizyczna to inaczej ruch. Dlaczego porwałam się na pozornie trudne zadanie codziennych ćwiczeń? Po pierwsze do aktywności fizycznej zaliczam nawet spacer na świeżym powietrzu, dlatego wiem, że jestem w stanie wyrobić w sobie nawyk regularnego ruchu. Kiedy przyjdzie dzień, że z całych sił nie będzie mi się chciało nawet wstać z łóżka, to ten spacer, na którym nabiję spokojnie kilka tysięcy kroków, będzie dla mnie zbawienny. Jeżeli w tym dniu okaże się, że to będzie moja główna aktywność, to też będzie super! Takie dni powinny zdarzać się raz na jakiś czas, więc niczym nie będę się martwić. Powiem więcej, poklepię się po ramieniu za to, że nawet w takim parszywym dniu się nie poddałam i postarałam się wyrobić minimum założeń. Uwierzcie mi, takie spacery potrafią działać cuda. Zazwyczaj okazuje się, że po przewietrzeniu głowy wraca nastrój i chęć do działania.

Właśnie na tym polega nawyk. Wykonujesz go mimo wszystko. Nie zastanawiasz się czy masz na to chęci i czy przypadkiem nie lepiej byłoby zostać w domu i poleżeć na kanapie. Nawyk działa w ten sposób, że automatycznie wykonujesz jakąś czynność.

Dlaczego tego nie wykorzystać i nie zbudować nawyku codziennej aktywności fizycznej? Jest duża szansa, że dzięki temu zmniejszy się ilość wewnętrznych walk z samym sobą o to, czy dzisiaj poćwiczysz czy jednak odpuścisz. Od kiedy patrzę na to w ten sposób zrozumiałam, że moje wcześniejsze myślenie było błędnym kołem. Stąd wzięły się zrywy do sportu – dwa miesiące ćwiczyłam codziennie, a przez kolejne trzy wcale i tak w kółko. Jestem osobą, która zbyt długo nie wytrzyma bez sportu, ale jednocześnie bardzo szybko z niego rezygnowałam. Mam zamiar wyrobić w sobie potrzebę na codzienny rozruch. Przyznacie, że łatwo jest Nam wyjść na trening, kiedy mamy dobry dzień i dużo energii. Ale zaczynamy odpuszczać wtedy, kiedy coś idzie nie tak, czujemy się gorzej lub jesteśmy bardziej leniwi. Ja chcę doprowadzić się do takiego momentu, że moja codzienna aktywność fizyczna nie będzie zależna od emocji. Zdenerwowanie, smutek, lenistwo czy „brak czasu” to tylko wymówki.

Moje zasady

  • Ja założyłam sobie, że moje minimum czasowe to ćwiczenia przez 30 minut dziennie. Uważam, że w ciągu całej doby te pół godziny ruchu jest optymalne, żeby wspomóc swój organizm i wynagrodzić mu cały wysiłek jaki wkłada w to, żeby wszystko funkcjonowało jak w szwajcarskim zegarku. Ale oczywiście 10,15,20 minut również będzie wspaniałe! Najważniejsze, żeby świadomie podjąć aktywność. Jakąkolwiek…
  • …ponieważ w grę wchodzi dosłownie wszystko. Nie ma sztywnego planu działania ani konkretnych ćwiczeń do wykonania. Przykładowo w jednym dniu będę się rozciągać, w drugim jeździć na rowerze, w kolejnym wykonam trening z hantlami, a w następnym wydłużę mój codzienny spacer z psem. Opcji jest tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie. Bieganie, marsz (który uwielbiam!), basen, siłownia, ścianka wspinaczkowa, spacer, hula hop, aerobik, taniec, zumba, rozciąganie, joga, pilates, treningi z obciążeniem i wiele, wiele innych. Ja na przykład ostatnio mam fazę na energiczny marsz, a co za tym idzie codziennie wybieram taką aktywność. Nie kłócę się z tym, nie próbuję niczego zmieniać, po prostu wychodzę i maszeruję. I tak już od dwóch miesięcy.
  • Ćwiczę w zgodzie ze sobą. Jeżeli mam słabszy dzień, miesiączkę, boli mnie głowa to wiadomo, że postawię na spokojniejszą aktywność. Kiedy czuję, że mogę przenosić góry, wykorzystuję to i ćwiczę mocniej i bardziej intensywnie. Dostosujcie rodzaj ruchu do aktualnego zdrowia, samopoczucia, możliwości, czasu.
  • Nie nakładam sobie żadnej presji. Nie muszę schudnąć x kilogramów, nie muszę zbudować większych pośladków, nie muszę wykonać milion różnych ćwiczeń i zrobić konkretny trening w danym dniu. Tak naprawdę nie chcę czuć, że coś muszę. I te 30 minut ruchu od samego początku traktuję nie jak karę, a jako niesamowitą możliwość zadbania o swoje zdrowie i swego rodzaju nagrodę. Nie muszę być aktywna fizycznie przez pół godziny dziennie, ale chcę. A to jest ogromna różnica. A jeżeli przyjdzie dzień, w którym stwierdzę, że jednak może nie chcę aż tak bardzo się ruszać to wracam do swoich założeń. Czy moje lenistwo i prokrastynacja mają mną rządzić i odbierać mi możliwość prowadzenia zdrowego stylu życia? I don’t think so. No halo, kto tu w końcu rządzi – ja czy moje wymówki?
  • Wykorzystuję każdą okazję, żeby się ruszyć. Parkuję trochę dalej niż zwykle, skręcam w boczną uliczkę i przedłużam spacer, wybieram schody zamiast windy.

Mam nadzieję, że to jest wiadome, ale przypomnę tylko, że ten pomysł raczej nie sprawdzi się u osób, które pracują nad formą życia, wykonuję wyczerpujące treningi i mają jasno rozpisane i konkretne cele. Tutaj jednak jest potrzebne inne podejście, bo i cele są całkiem odmienne.

Mój pomysł jest dla tych, którzy chcą o siebie zadbać w bardzo ogólny sposób, ruszyć się z kanapy i w końcu nie czuć, że sport to przykry obowiązek tylko coś, co może Nas cieszyć, sprawiać frajdę i przynosić satysfakcję. Głównym punktem tego pomysłu jest skupienie się na zdrowiu, na dotlenieniu i zmianie podejścia do aktywności fizycznej. Robimy to dla siebie, dla swojego ciała, dla swojego ducha. No i nie okłamujmy się, kiedy po kilkunastu dniach zobaczysz, że każdy ze słupków w Twojej aplikacji do monitorowania aktywności fizycznej jest zielony, będzie Ci się chciało jeszcze bardziej. Dobrze wiemy, że jak taki widok potrafi zmotywować!

Kto jest ze mną?

Pomyślałam, żeby to wszystko miało ręce i nogi, to muszę jakoś zebrać super grupę, która podziela moje zdanie i podejmie się razem ze mną budowania tego nawyku.

Nie będę tworzyć specjalnych miejsc do dzielenia się Naszymi postępami, ponieważ to jest tylko jeden aspekt z mojego życia i nie jest to najwyższy priorytet na ten rok. A co za tym idzie, mogłabym takie miejsce zaniedbać. To ma być proste założenie, bez presji, bez wielkich ogłoszeń. Prosto i przyjemnie.

Stworzyłam zatem hashtag na Instagramie #30minutruchu, którego od dzisiaj będę używać do codziennego meldowania na Instagramie, że wykonałam zadanie. A co w momencie, kiedy coś się zadzieje i w danym dniu nie będę aktywna? Ano nic. Prawda jest taka, że pojedynczy zryw nie uczyni z Nas sportowców, a jeden dzień bez aktywności nie zaprzepaści kilka tygodni pracy. Bywa różnie i na to też trzeba być przygotowanym.

W takim razie, jeżeli Was przekonałam i chcecie spróbować zawalczyć o swoje zdrowie w ten sposób, dołączcie do mnie! Wystarczy, że oznaczycie mnie na Instagramie lub zwyczajnie na Stories i obowiązkowo dodacie hashtag #30minutruchu.

***

Mam nadzieję, że spróbujecie zawalczyć o zdrowy nawyk razem ze mną. Powiem Wam tylko, że ja działam już dwa miesiące (wyłączając z tego przymusową pauzę) i okazuje się, że to działa. Wystarczy zmienić myślenie, zastanowić się nad tym, jakim chce się być człowiekiem i działać w tym kierunku.

***

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Z góry dziękuję!

PODOBNE WPISY