Jak dowiedziałam się o ciąży? Syn czy córka? Sentymentalna pamiątka od Positive Prints.

positive prints

To był dokładnie trzynasty stycznia. Tego dnia na teście ciążowym zobaczyłam dwie kreski. Dwie kreski, o których marzyłam bardzo długo. Dwie kreski, które przez potok łez zlewały mi się w jedną grubą linię, więc sprawdzałam jeszcze milion razy czy na pewno widzę to, co widzę. Mój świat się zatrzymał, a ja przestałam na chwilę oddychać, bo bałam się, że każda kolejna sekunda przybliży mnie do wybudzenia się w tego niewiarygodnego snu.

Kiedy na spotkaniu z przyjaciółkami w przerwie świątecznej podjęłyśmy temat starania się o dzieci i po raz kolejny zagubiona łza zakręciła mi się w oku, nie wiedziałam jeszcze, że jestem już w ciąży. Kilka dni później zaczęłam czuć się jakoś inaczej. Niekoniecznie chodziło o typowe dolegliwości, ale czułam zmianę. Nie potrafiłam jeszcze tego nazwać. Mimo tego, że przecież staraliśmy się o dziecko nawet nie pomyślałam, że to może być to. W końcu w grudniu obraziłam się na wszystko co było związane z tym tematem i dałam sobie na wstrzymanie. Przede wszystkim wyrzuciłam z głowy wszystkie trapiące mnie myśli, postawiłam na spontaniczność, nie żałowałam sobie grzanego, zimowego wina i dobrego jedzenia, które niekoniecznie było ultra zdrowe. Postanowiłam odpuścić chociaż na chwilę, ponieważ byłam już zmęczona, zwłaszcza niepowodzeniami i rozczarowaniem, które przeżywaliśmy miesiąc w miesiąc od prawie trzech lat.

Dlatego, kiedy zaczęłam być coraz bardziej senna i pozbawiona energii nie przeszło mi przez myśl, że to może oznaczać ciążę! Zwalałam to na karb początku roku, który nigdy nie był dla mnie eksplozją motywacji, tak jak dla innych. Zawsze w nowy rok wchodziłam z opóźnieniem, dlatego zupełnie nie zdziwił mnie spadek formy. Nawet, kiedy doszedł do tego ból i powiększone piersi, tłumaczyłam to sobie zbliżającą się miesiączką. Czy zaczęłam się szybciej męczyć? Tak, ale to przecież przez brak energii spowodowany kolejnym miesiącem bez słońca. Kiedy zerknęłam w kalendarz, w który nie patrzyłam od kilku tygodni i uświadomiłam sobie, że w sumie opóźnia mi się miesiączka, nadal nie dopuszczałam do siebie myśli o ciąży. Teraz już wiem, dlaczego. To był tak ogromny strach przed niespełnionymi nadziejami, że dosłownie wmówiłam sobie, że te wszystkie symptomy to nie może być dziecko. Tak bardzo bałam się, że to wszystko, mimo iż wyglądające bardzo realnie, to tylko moje urojone dopowiedzenia, że nie uwierzyłam w to nawet, kiedy gapiłam się na dwie kreski na teście ciążowym.

Dni mijały, a we mnie zaczęła kiełkować nadzieja. Może to prawda? Może warto to sprawdzić? Może jednak zrobię test ciążowy?

Ten dzień mijał mi całkiem zwyczajnie. Pomagaliśmy rodzicom na zewnątrz ogarnąć ścięte  gałęzie drzew. Kiedy ponownie poczułam totalny brak sił i okropne zmęczenie. Niosąc kilka gałązek dyszałam jak słonica w podeszłym wieku. Stwierdziłam, że koniec z tym. Idę, sprawdzę i będę miała czarne na białym, że czas zrobić profilaktyczne badania, bo ewidentnie brakuje mi witamin. Nie ma innej opcji. Powiedziałam załodze, że idę zaparzyć nam dzban kawy, żeby przyjemniej się pracowało i zaraz wracam. Nastawiłam kawę w ekspresie przelewowym i bez większej namiętności weszłam do łazienki z testem ciążowym w dłoni. Mijały kolejne sekundy oczekiwania, a ja w tym czasie myłam ręce i śpiewałam przed lustrem jakąś piosenkę, z czego wyszedł całkiem przyjemny, łazienkowy koncert. Prawie zapomniałam, po co tam w ogóle byłam. Kiedy zerknęłam na brzeg wanny, na której grzecznie leżał test, nagle sobie przypomniałam. To było największe zaskoczenie, największy szok i największe niedowierzanie, jakie kiedykolwiek przeżyłam. Jednocześnie z emocji zaczęłam się cała trząść tak bardzo, że kiedy chciałam się upewnić na co tak naprawdę patrzę, test wypadł mi z rąk, bo zwyczajnie nie potrafiłam go utrzymać. Jak się zapewne domyślacie wybuchłam takim płaczem, że osoba stojąca z boku mogłaby pomyśleć, że właśnie się duszę.

Tak. Jestem w ciąży. Naprawdę jestem w ciąży. To zdanie wbiło mi się w głowę i nie mogłam przestać tego powtarzać. Jestem w ciąży. To nie jest sen. To nie jest żart. Jestem w ciąży.

Po jakimś czasie pozbierałam się w sobie, nalałam wszystkim kawy i jak gdyby nigdy nic wróciłam do pomocy przy zbieraniu gałęzi. Z myślą, że właśnie zostaję mamą.

Syn czy córka?

Bardzo długo o dziecku wiedziało tylko kilka najbliższych mi osób. Dopiero kiedy minęła połowa ciąży postanowiłam podzielić się naszym szczęściem z Wami, moimi czytelnikami. To był czas już bardziej spokojny i pewny. W kwestii ciąży jestem bardzo skryta i nie podejmuję często tego tematu w moich social mediach. Nie opowiadam zbyt często o dziecku, a jeżeli już podejmuję ten temat, to bardzo powierzchownie i bez żadnych szczegółów. Nie zdradzam co się dzieje i dlaczego, ale też nie udaję, że tej ciąży nie ma. W końcu po kilku miesiącach dotarłam do momentu, w którym chcę się dzielić moim szczęściem i rozsiewać je gdzie tylko się da. Dlatego chętnie publikuję zdjęcia z brzuszkiem czy krótkie filmiki, ale większość spraw zostawiam tylko dla siebie i tak jest dobrze. Oswoiłam ogromny strach przed stratą, aż w końcu zepchnęłam go na boczny tor nie pozwalając mu przesłonić mi radości ze stanu, w którym teraz jestem. Znalazłam złoty środek w dzieleniu się informacjami o ciąży, ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się po sobie, że podzielę się tu z Wami tak prywatną historią, którą opisałam powyżej. Z jednej strony mam nadzieję, że nie będę tego żałować, a z drugiej strony cieszę się, że chociaż część emocji przelałam do tego wpisu.

Staram się postępować w zgodzie ze sobą i swoim sumieniem, dlatego dopiero teraz jestem gotowa wyznać, że spodziewamy się… synka!

Od samego początku nie mieliśmy żadnych „preferencji” co do płci maleństwa. Jedyne co Nas obchodziło stan zdrowia dziecka. Chociaż kiedy to piszę, przypominam sobie rozpłakaną twarz Lubego na wieści, że będzie miał synka i śmiem twierdzić, że mimo wszystko chyba miał ciche nadzieje na to, że to jednak będzie pierworodny. Kiedy jednak Go o to zapytałam wyznał, że beczałby tak samo na wiadomość o córeczce. No cóż, jeszcze wszystko przed nami.

Natomiast ja, o ile nie mam zupełnie kobiecej intuicji i wybierając jedną drogę z dwóch możliwych, zapewne wybrałabym tę złą, o tyle już kilka dni po tym, jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży, wiedziałam, że pod sercem noszę syna. Nie wiem jak to możliwe, nie wiem skąd mi się to przeczucie wzięło, ale kiedy lekarz oznajmił, że to na 90% syn, ja odpowiedziałam krótko „wiem, wiem” i spokojnie leżałam dalej pozwalając na dalsze badanie.

Positive Prints i sentymentalny plakat księżyca.

Synku. Dziękujemy, że Nas wybrałeś

Jestem bardzo sentymentalną osobą. Mam pudło pamięci z moich nastoletnich lat. Przywiązuję wagę do rzeczy, które w jakiś sposób przypominają mi o ważnych i znaczących wydarzeniach w życiu. Dlatego kiedy firma Positive Prints zaproponowała mi współpracę, nie mogłam i nie chciałam odmówić. Zanim napiszę kilka słów o plakatach Postive Prints, zerknijcie proszę na zdjęcia i niech zachwytom nie będzie końca.

W Positive Prints możecie zamówić różne rodzaje plakatów, ale mnie zupełnie zauroczył pomysł z księżycem. Zamawiając taki plakat księżyca, wpisujecie konkretną datę, którą chcecie w ten sposób uwiecznić. Jak widzicie, ja zdecydowałam się na dzień, w którym dowiedziałam się, że zostaniemy rodzicami. Dlaczego to tak wyjątkowe? Otóż wybierając dowolną datę i miejsce dostaniecie widok księżyca dokładnie taki, jaki był tej nocy na niebie! Czyż to nie zachwycające? Ja jestem absolutnie zauroczona taką możliwością. To jest totalny kosmos. I dosłownie, bo na plakacie i w przenośni, bo w serduchu. Dodatkowo sami wybieracie wariant kolorystyczny plakatu i to, jaki napis będzie na nim widniał. Taka pamiątka jest w pełni spersonalizowana, dlatego jest tak bardzo wyjątkowa. Oprócz plakatu są również dostępne dwie pozostałe opcje  – plik do samodzielnego wydruku oraz poduszka.

Bardzo się cieszę, że mogę promować tak fantastyczne pomysły i być poniekąd ich częścią. Plakat prezentuje się przepięknie! Kolory i wykonanie są bez zarzutu, że nie wspomnę nawet o pamiątkowej stronie tych produktów. Ze szczerego serca polecam Wam taką formę uwiecznienia nieba w szczególnym dla Was dniu. Za każdym razem, kiedy zerkam na ten plakat dotykam brzuszka i szeptem dziękuję temu maluchowi, że wybrał Nas na swoich rodziców.

Synku, jesteś spełnieniem Naszych marzeń. Kochamy Cię bardziej, niż ktokolwiek mógłby Cię pokochać. Czekamy na Ciebie Kruszynko.

Post powstał we współpracy z marką Positive Prints.

PODOBNE WPISY