Zanim przejdę do głównego tematu, chcę Wam dzisiaj pokazać propozycję stylizacji, którą wybrałam na nadchodzącą wiosnę. Może kogoś zainspiruję?

O ile polubiłam się ze wszystkimi ubraniami, które widzicie w dzisiejszym wpisie, o tyle muszę wam się przyznać, że ta sukienka skradła moje serce, a przy okazji zajęła pierwsze miejsce na moim sukienkowym podium. Za każdym razem, kiedy widzieliście ją na Instagramie sypały się komplementy i pytania skąd jest. I wcale się nie dziwię, bo jest absolutnie prześliczna. Wiosenna, ale nie zbyt pstrokata. Nie mogę się doczekać, kiedy połączę ją z ramoneską i białymi trampkami.

Noszę ją na dwa sposoby – luźną i spiętą paskiem. W praktyce i jeden i drugi wariant się sprawdził. Po cichu Wam zdradzę, że jednak taka frywolna i zwiewna wersja bardziej mi się podoba.

Cała dzisiejsza stylizacja pochodzi z Orsay.

Kiedy ostatnio byłaś wdzięczna?

Za ulubiony napój w kubku.

Za spacer po lesie.

Za śmiech swojego dziecka, które jeszcze przed chwilą wyprowadziło Cię z równowagi.

Za Niego, kiedy okrywa Cię cicho kocem podczas gdy ty ucinasz sobie szybką drzemkę.

Za słońce, które jest zapowiedzią wiosny. Za pierwsze pąki i za wystawienie twarzy na ciepło.

Za zapalone wieczorem świeczki i chwilę spokoju.

Za pyszne śniadanie zjedzone bez pośpiechu.

Kiedy odczuwałaś nieprzymuszoną, szczerą, prawdziwą wdzięczność?

Ja przypominam sobie w ostatnim czasie takie trzy sytuacje.

Kiedy wybrałam się z moją kochaną mamusią na długi spacer do lasu, stopni było chyba piętnaście, słońce dogrzewało, kawa w termicznym kubku była ciągle ciepła, a my po prostu cieszyłyśmy się sobą.

Kiedy kilka dni temu całą rodziną zaparzyliśmy sobie kawę i wyszliśmy z nią na taras. Tutaj podobnie, słońce świeciło niesamowicie, my ubrani w samych swetrach, psiak kręcił się od nóg do nóg. Chłonęłam tę chwilę każdym zmysłem.

Kiedy co piątek mamy randkę z Lubym. Tak sobie myślę, że jestem z nas wtedy po prostu dumna. Wypracowaliśmy sobie tę piękną tradycję, potrafimy ją z przyjemnością utrzymać i dla mnie to jest moment, za który zawsze jestem wdzięczna.

Doskonale wiecie, bo sporo o tym piszę, że bardzo mocno stawiam na wdzięczność. Może się to wydawać błahe, śmieszne lub niepotrzebne. I ja szanuję każdą opinię, bo przecież każdy ma prawo mieć swoje zdanie.

Ja natomiast wiem, że wdzięczność pomogła mi się wygrzebać z niezłego bagna. Bo okazało się, że kiedy wszystko idzie nie tak jak powinno, kiedy plany się sypią, a niepewność o jutro jest nie do zniesienia, to właśnie wdzięczność za drobne momenty uratowała mnie od totalnej otchłani. Uwierz mi, kiedy wszystko się sypie, zaczynasz mocniej doceniać ludzi, którzy są z Tobą i nie odeszli. Zaczynasz cieszyć się tym łykiem kawy i książką przeczytaną przed snem. Zaczynam dostrzegać sens w pozornie nieważnych sytuacjach.

Nie chodzi tu o to, żeby zachwycać się każdym łykiem herbaty czy każdym uśmiechem dziecka. Nie chodzi o płakanie z wdzięczności nad każdym pyłkiem. Nikt nie jest wdzięczny całą dobę, bo tak się po prostu nie da. Są gorsze dni, są kryzysy i dołki. I to jest normalne, ludzkie, naturalne. Nic na siłę. W żadną stronę nie jest dobrze przesadzać

Chcę po prostu powiedzieć, że warto jest czasem się zatrzymać i docenić zwykłe chwile. Te które przydarzają się prawie codziennie. Te, których często nie zauważamy, które nam powszednieją albo które nawet nazywamy rutyną.

Bardzo łatwo jest doceniać wielkie rzeczy, wyjazdy, podróże po świecie, niebywałe prezenty. Nie jest trudno doceniać życie, kiedy naprawdę dobrze się wiedzie.

Ale co robisz, kiedy coś jest nie tak? Kiedy czujesz, że grunt osuwa Ci się spod nóg, a ty tracisz poczucie bezpieczeństwa?

Właśnie wtedy sztuką jest nadal cieszyć się tym, co masz w danej chwili. Sztuką jest uśmiechnąć się i powiedzieć „mogło być gorzej, przecież wciąż mam tak wiele”.

Dokładnie wiem, że to nie jest łatwe zadanie. Zawsze byłam osobą, która przez swoje własne myśli jeszcze bardziej się dołowała. Jak coś mi nie wychodziło, to nie musiałam długo czekać na gorzkie żale. Wystarczyło, że w jednej sferze coś się sypało, a mi natychmiast spadały klapki na oczy i uważałam, że jestem beznadziejna i w gruncie rzeczy to wszystko jest bez sensu.

Nie dostrzegałam innych dobrych sytuacji. Nie miało dla mnie znaczenia, że na pozostałych frontach nie dzieje się źle. Nie potrafiłam docenić tego, co nadal  w moim życiu było warte docenienia po upadku. I muszę Wam powiedzieć, że takie funkcjonowanie jest po prostu męczące. Dlatego kilka lat temu, jak wiecie, postanowiłam coś zmienić w tej kwestii i muszę powiedzieć, że idzie mi całkiem nieźle. Jest to proces ciągły i wymagający, ale warto!

Może warto czasem podziękować drugiej osobie za przygotowanie śniadania, umycie okien, rozwieszenie prania. Za wymianę opon i oleju w samochodzie, zrobienie zakupów i zawieszenie tej półki, co to już pół roku temu miała zawisnąć. Za poświęcenie czasu na wysłuchanie, za randkę, za założenie skarpet za zimne stopy, kiedy nie chce Ci się ruszyć z kanapy.

Może warto dzisiaj podziękować za wsparcie, które otrzymujesz codziennie. Za ramię do wypłakania się, kiedy trudno jest powstrzymać łzy. Za ból brzucha, który wywołaliście wspólnie niepohamowanym atakiem śmiechu.

Niczego nie chcę narzucać bo wiem, że każdy będzie wdzięczny za coś zupełnie innego i to jest jak najbardziej w porządku. Ja będę wdzięczna za męża, a inna osoba będzie wdzięczna za to, że może skupić się tylko na sobie. Jedni będą wdzięczni za swoje dzieci i możliwość ich  wychowania, inni za to, że nikt nie przeszkadza im w robieniu kariery. Każdy powód jest dobry, żeby sobie przypomnieć, że zawsze znajdziemy w swojej codzienności coś, co przyniesie nam ukojenie i spokój.

I dzisiaj chciałabym Was zachęcić właśnie do podjęcia takiego wyzwania.

 

Alfabet wdzięczności

Mój pomysł jest prosty – w każdy poniedziałek będę dodawała wpis z jedną rzeczą, za którą jestem wdzięczna zgodnie z literami alfabetu. Dodatkowo, zaczynając już od dzisiaj, będę codziennie wieczorem dodawać na Insta Story swoje pozytywne podsumowanie dnia w trzech punktach. Codziennie znajdę trzy sytuacje, za które jestem wdzięczna, choćby to był najgorszy dzień od dawna.

O to właśnie w tym wszystkim chodzi. Odnaleźć ten promień radości i wdzięczności nawet w najciemniejszym momencie życia.

I moim małym marzeniem jest, żebyście się w to zaangażowali. Żebyśmy wspólnie puścili w świat dobre emocje. Oprócz cotygodniowych wpisów na blogu i codziennych podsumowań na Instagramie, przygotuję specjalne szablony, żeby każdy z Was mógł z nich skorzystać i dołączyć się do akcji. Mam wrażenie, że możemy zrobić wiele dobrego i wiele osób uświadomić jak ważna jest prawdziwa wdzięczność za nasze życie. Tylko potrzebuję waszej pomocy, bez tego ani rusz.

Wpis powstał we współpracy z firmą Orsay.

∗∗∗

Jeżeli zatem macie wrażenie, że czasem sami się dołujecie, że nie potraficie znaleźć choć okruszyny radości z dnia na dzień, to zachęcam Was do dołączenia do tej akcji! To, co? Spróbujemy? Jesteście ze mną?

∗∗∗

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Z góry dziękuję!

PODOBNE WPISY