Czy Instagram nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem?

Co to znaczy prawdziwe życie?

Czy to, że mam pół domu obwieszone światełkami, trzy wazony wypełnione kwiatami i piję kawę ze swoich najlepszych kubków czyni mnie mniej prawdziwą?

Czy to, że jem ładne śniadania, często sprzątam i dbam o każdy detal w domu czyni mnie mniej prawdziwą?

Czy to, że organizuję pikniki z przepysznym jedzeniem, wynoszę na taras wszystkie poduchy, koce i biegam latem po polach z aparatem w dłoni czyni mnie mniej prawdziwą?

Jestem prawdziwa, kiedy się wystroję i chcę się tym pochwalić na Instagramie i wtedy, kiedy rozmawiam ze swoimi obserwatorami całkowicie saute i pokazuję się w dresie, białych skarpetach i czarnych kapciach.

Jestem prawdziwa, kiedy pokazuję swój wysprzątany dom i wtedy, kiedy wyrzucam wszystko z szafy albo suszę pranie na świeżym powietrzu.

Jestem prawdziwa, kiedy uśmiecham się zalotnie do obiektywu bo wiem, że tego dnia wyglądam jak milion dolarów i wtedy, kiedy mam opuchniętą twarz od płaczu, a niedoskonałości żyją własnym życiem.

Jestem prawdziwa, kiedy układam starannie owoce na owsiance i wtedy, kiedy jem tę owsiankę w biegu prosto z rondla. Kiedy nagrywam piątkowe randki i wtedy, kiedy kilkadziesiąt minut wcześniej mamy godzinę ciszy po kłótni.

Jestem prawdziwa wtedy kiedy zakładam szpilki i wtedy, kiedy spocona przybiegam z treningu w adidasach i wątpliwym zapaszkiem. Kiedy

Kiedy w jednym dniu wszystko idzie mi jak z płatka, skreślam każde zadanie z listy i czuję dziką satysfakcję i wtedy, kiedy otwierając oczy już wiem, że ten dzień to będzie pot, łzy i walka o przetrwanie.

Kiedy pracuję jak szalona i wtedy, kiedy zalegam na swoim fotelu włączając tylko kolejne filmy na Netfliksie. Kiedy starannie przygotowuję relację na Insta Stories i kiedy spontanicznie nagrywam wszystko tak, jak jest.

I tak, jestem estetką. Zwracam uwagę na to, z jakich kubków piję kawę, jaki koc zarzucam na łóżko, jakie świeczki zaświecam. Nie jest mi to obojętne. Dzisiaj na przykład na zdjęciach widzicie absolutnie zachwycające produkty od Fabryka Form. I przyznaję, że na tę paczkę ostatnio czekałam z niemałym biciem serca. Herbata od razu smakuje lepiej, kiedy jest zaparzona w pięknym dzbanku, a ja nie mogę się nacieszyć moim pięknym dużym kubkiem, z którego piję kawę i o którym po cichu marzyłam już jakiś czas.

Moja wizja niespiesznego poranka wiąże się właśnie z wizualną, że się tak wyrażę, oprawą. I nic na to nie poradzę. Otaczam się ładnymi rzeczami, bo tak lubię najbardziej. I taka scena jak dzisiaj jest najprawdziwsza. Oczywiście moje śniadania nie wyglądają tak codziennie, ale codziennie korzystam z najlepszych naczyń, jakie mam w domu. A te z Fabryka Form podniosły poprzeczkę bardzo wysoko, a mój zachwyt nie mija, ponieważ od dwóch tygodni korzystam tylko z tych produktów! Moje pozostałe kubki w końcu się na mnie pogniewają!

Życie jest zbyt krótkie, żeby nie korzystać z najlepszych rzeczy, jakie mamy w domu. Kubek ze szkliwionej ceramiki wykonany ręcznie brzmi zacnie, prawda? Albo dzbanek wykonany z kamionki. Albo świeca z wosku sojowego w betonowym pojemniku. Aż mi się oczy świecą!

Ostatnio troszkę denerwuje mnie nagonka na Instagram. Czy mając w profilu piękne zdjęcia oznacza, że jestem jednocześnie mało wiarygodna? Czy nie pokazując na fotografiach swojego bałaganu mniej będziecie mi ufać?

Wydaje mi się, że problem często leży w odbiorze tych zdjęć.

Momenty z życia i piękne zdjęcia, którymi się dzielimy na Instagramie nie powinny być dla twórcy wyrzutem sumienia. Wszyscy doszukują się problemów tam, gdzie nie trzeba. Akurat ja pokazuję często tę mniej instagramową część swojego życia, ale wszyscy musimy się liczyć z tym, że te kilkanaście sekund na Insta Stories i kilka zdjęć nie definiują Nas jako ludzi. To jest mikroskopijny urywek z życia twórcy. Przecież nie wiemy, co robi, co przeżywa, z czym się zmaga poza Instagramem. Ludzie zapominają, że Instagram to tylko narzędzie, a nie cały świat. Przysięgam, że krew mnie zalewa, kiedy czytam komentarze typu „ta to ma życie”, „tej to nic nie brakuje”, „ta to ma wieczne wakacje”, „takiej to dobrze”. Nie powinniśmy oceniać życia innych przez pryzmat zdjęć.I niech no tylko usłyszę, że „no jak dodaje tylko idealne zdjęcia i filmiki, to niech się później nie dziwi, że ludzie jej nie wierzą i zarzucają brak autentyczności.” Przepraszam, a kto powiedział, że na Instagramie mamy zamieszczać wszystko jak leci po kolei? Może niektórzy chronią swoją prywatność. Może niektórzy nie chcą rozpowszechniać wszem i wobec, że właśnie pokłócili się tak z partnerem, że talerze latały po całej kuchni. Może ktoś nie chce się pokazywać z opuchniętą od płaczu twarzą kilkudziesięciu i więcej osobom?

Czy jak Tobie jest źle, jesteś zasmarkana, ubrana w pierwszy lepszy t-shirt i dresy to wychodzisz w takim stanie do centrum handlowego, żeby pół miasta Cię widziało?

No właśnie…

I żeby była jasność, nie mówię tu o godzinnym szykowaniu się do wyjścia po bułki. Ja na przykład na co dzień chodzę bez makijażu, ale nie robię tego, żeby komuś cos udowodnić. A już na pewno nie oceniam kobiety, która faktycznie na takie wyjście się pomaluje. Każdy z nas jest inny, każdy ma prawo do własnego życia i indywidualnego podejścia do różnych spraw. A to, co jest pokazywane na Instagramie jest filtrowane i wcale się nie dziwię. Sama mam dosyć mocno ustaloną granicę prywatności i bardzo sobie to cenię.

Oczywiście są osoby, które próbują kreować się na ideały w social mediach. Zamieszczają selfie w pełnym makijażu i podpisują je #iwokeuplikethis, pokazują tylko zachwycające dech w piersiach widoki z kolejnych podróży, codzienne zakupy, wypady na kawę z przyjaciółmi i pracę przy laptopie w kawiarni lub w samolocie.

Co ja robię widząc takie konta? Dopóki mnie to w jakiś sposób inspiruje, to nie mam z tym problemu. Jeżeli jednak zaczynam zapominać, że to tylko Instagram i rozpoczyna się faza dołowania „bo ja tak nieee maaaam”, klikam unfollow i sprawa zostaje załatwiona w ułamek sekundy. Czy istnieje lepszy i skuteczniejszy sposób? I don’t think so.

Pamiętajcie, macie wybór. Nikt nie trzyma was na siłę na konkretnym profilu. Nikt Was nie podda karze, jeżeli przestaniecie go obserwować. Każdy znajdzie swoich odbiorców i twórców, którzy będą pasować mu stylem pisania, prezentowanymi treściami i publikowanymi zdjęciami. I chciałabym, żeby to był najważniejszy wniosek wyciągnięty po przeczytaniu tego tekstu. Mamy wybór. Zamieńmy dołowanie się, hejtowanie, podkopywanie pod kimś dołków na jeden przycisk „przestań obserwować”. I wszyscy będą szczęśliwi.

Nie możemy zapomnieć o racjonalnym podejściu do social mediów. Musimy pamiętać, żeby wszystko co zobaczymy i przeczytamy przepuścić przez filtry w naszej głowie. Niektórzy obrali drogę prezentowania tylko tych dobrych i pięknych momentów ze swojego życia, inni wrzucają fotki spontanicznie nie rozmyślając nad nimi dłużej, niż kilkanaście sekund. Inni zaś starają się być jednocześnie po tej bardziej profesjonalnej stronie nie zapominając jednak o spontaniczności i pierwiastku codzienności.

Akurat u mnie sprawa jest ułatwiona, ponieważ ja Wam to wszystko pokazuję. Widzieliście mnie jako odwaloną szprychę i kupkę zapłakanego nieszczęścia. Widzieliście moją szafę, w której wszystko wisi jak od linijki i salon zawalony bożonarodzeniowymi pierdołami, spod których nie potrafiłam się wykopać. Widzieliście idealne zdjęcia na Instagramie i stan pomiędzy ujęciami, gdzie przyklejam taśmą telefon do statywu i modlę się, żeby ta konstrukcja się nie rozsypała.

Ale po pierwsze, nigdy raczej nie dodam tych mniej reprezentacyjnych obrazków na swój główny profil. Dlaczego? To bardzo proste – traktuje Instagram jak swoje portfolio. Zajmuję się głównie zdjęciami. I chcę, być z tych fotografii dumna. Chcę, żeby inspirowały innych.

A po drugie są sprawy, o których nigdy tutaj ani w social mediach nie napiszę. Są problemy, z którymi walczę nieustannie już dwa lata, ale o nich nie przeczytacie. Mam męża i przyjaciół, których nie pokazuję, bo cenię sobie prywatność. Nie dodaję informacji o miejscu zamieszkania i nie opisuję wszystkich swoich planów i marzeń. Ale to, że nie znajdziecie tego na tablicy instagramowej nie oznacza, że tego nie ma. I o tym trzeba zawsze pamiętać.

Każdy ma swoją historię, każdy coś przeżywa i z czymś się boryka. I dopóki nie znajdziemy się w butach tej osoby, nie mamy prawa się o niej wypowiadać. Piękne zdjęcia nie gwarantują pięknych chwil przez całą dobę, dwanaście miesięcy w roku. I jeżeli ktoś nie chce się dzielić publicznie swoimi słabościami i problemami, to ma do tego święte prawo. Nikt nie ma obowiązku spowiadać się swoim obserwatorom z każdej sekundy życia. I my jako obserwatorzy nie mamy prawa oceniać czyjegoś życia przez pryzmat pięknych lub mniej udanych zdjęć w social mediach.

Pamiętajcie, Instagram to tylko… Instagram. To nanosekunda z Naszego życia. Jedni kreują ją na perfekcyjną nanosekundę, inni pokazują bardziej przyziemną nanosekundę. Wszyscy mamy wybór i jeżeli cokolwiek nas uwiera, to warto z tego wyboru skorzystać i podjąć właściwą decyzję.

Ja na szczęście piszę ten tekst w oparciu o własne obserwacje, a nie własne doświadczenia. Mam absolutnie najlepszych ludzi w tym małym internetowym światku. Ludzi, którzy mnie wspierają, rozumieją, motywują i często inspirują. Dziękuję!

Mam dla Was niespodziankę! Na hasło jolapiasta dostaniecie aż 20% rabatu w sklepie Fabryka Form na kategorię „Zaparzacze do herbaty”. Kod działa do 12 kwietnia.

Na zdjęciu widzicie rzeczy, które pochodzą właśnie z tego zdjęcia:

Kubek Sandrine Jasnoszary, Kubek Carrie, Dzbanek do herbaty Original Collection, Filtr do dzbanka Original Collection, Świeca zapachowa Fraga, Świecznik z uchwytem Bloomingville, Sztućce Bloomingville, Koc Bloomingville.

Wpis powstał we współpracy z firmą Fabryka Form.

∗∗∗

Jakie Wy macie doświadczenia z Instagramem?

∗∗∗

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Z góry dziękuję!

PODOBNE WPISY