Dostało mi się od życia za to, że jestem szczupła.

Jak to jest być całe życie bardzo szczupłą osobą? Czy to niekończące się szczęście? Czy to istny raj na ziemi? Chętnie Wam dzisiaj o tym opowiem.

Przytoczę Wam kilka wypowiedzi, które zostały skierowane w moją stronę przez różnych ludzi, w różnych okresach mojego życia. Sprawdźmy, czy bycie szczupłym jest takie wspaniałe z każdej strony, jak niektórzy myślą?

  • Wiesz, że masz anoreksję i powinnaś się leczyć?
  • Przytyj trochę, to wygląda niezdrowo!
  • Czy ty w ogóle coś jesz? Dajcie jej porządnego schabowego! (do moich rodziców)
  • Chorujesz na coś?
  • Ćwiczysz? A co, chcesz schudnąć z kości na ości?
  • Facet nie pies, na kości się nie rzuci.
  • Po co jesz zdrowo, przecież i tak nic po tobie nie widać.
  • Uważaj, żeby Cię wiatr nie porwał.
  • Ale z Ciebie chudzielec!
  • No kobiety to ja w tobie nie widzę. Cycków z domu zapomniałaś zabrać?
  • Wiesz co, ogólnie fajnie wyglądasz, ale idealnie by było moim zdaniem, gdybyś te kilka kilogramów przytyła.
  • Oddam Ci trochę swoich kilogramów, przydadzą Ci się.
  • Schowaj ten płaski brzuch!
  • Ja tam uważam, że kobieta powinna mieć pełniejsze kształty.
  • Rodzice Cię głodzą?
  • Nie serwuj tak mocno, bo się złamiesz! (mecz siatkówki)
  • Boże, jaka ona chudziutka, bladziutka, taka marniutka. Byliście już z nią u lekarza? (do moich rodziców).
  • Kolega klepiąc mnie po plecach kiedy po coś się schylałam „Jezu, same kości! Jak Wy się przytulacie z …”.
  • Ale te nogi to masz jak patyki. I to niezbyt proste patyki.

To jest tylko kilkanaście przykładów, które teraz przyszły mi na myśl. Było tego o wiele więcej. Najśmieszniejsze jest to, że pamiętam dokładnie każdy z tych momentów. Wiem, kto wypowiedział dane zdanie, w jakiej sytuacji, kiedy, gdzie. I jak się wtedy czułam. Dokładnie pamiętam, jak się wtedy czułam. A czułam się gorsza. Czułam się mniej wartościowa.

Najgorszy przytyk o anoreksji usłyszałam w gimnazjum. Wtedy, kiedy młoda osoba szuka swojego własnego ja. Kiedy stara się odnaleźć w grupie społecznej. Kiedy buduje w sobie poczucie własnej wartości i mierzy się z samooceną i oceną innych. Wtedy usłyszałam, że mam anoreksję i że powinnam się leczyć. To znaczyło tyle, że jestem co najmniej nienormalna. Że nie jestem jak inni moi rówieśnicy. Że jest coś ze mną nie tak.

To nie jest tak, że byłam szykanowana czy prześladowana. Nie. Byłam bardzo lubianym dzieciakiem, a później młodą kobietą w szkole. Byłam otwarta, nawiązywałam bez problemu nowe kontakty, a wokół mnie zazwyczaj było wiele życzliwych koleżanek i kolegów. Zawsze miałam grono dobrych przyjaciół i nie czułam się wyobcowana. Moi rodzice cały czas mi powtarzali, że jestem absolutnie cudowna, zdrowa i taka sama jak inne dzieci. Zabrali mnie do lekarza na wszystkie badania, które oczywiście potwierdziły fakt, że jestem zdrowa jak koń. To moi rodzice wytłumaczyli mi, że to zasługa genów, pokazywali mi swoje stare zdjęcia, na których zawsze byli szczupli. A moja mama zawsze powtarzała, że przyjdzie czas, w którym będę wdzięczna za moje kształty i brak predyspozycji do tycia. Wtedy trochę nie chciałam jej wierzyć. Dziś wiem, że jestem szczęściarą.

Ale jednak te pojedyncze komentarze uderzające w mój wygląd, po jakimś czasie narobiły trochę zamieszania w mojej głowie. Zaczęłam się wstydzić mojego wyglądu. Wszystko nasiliło się w okresie dojrzewania. Koleżanki zaczynały wyglądać jak młode kobiety, a ja nadał byłam chłopczycą. Właśnie przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja z kolonii. Wiadomo, że w pokojach spało się z koleżankami. Kiedy już zgasiłyśmy światło i jedna z dziewczyn myślała, że śpimy usłyszałam mało przyjemne porównanie mnie do koleżanki z mojej klasy, która kobiecych kształtów nabrała niezwykle szybko. To porównanie było bolesne dla nastolatki, która już wtedy miała problem ze swoją bardzo szczupłą sylwetką.

W każdym razie miałam etap, w którym zaczęłam zakrywać ciało, nosiłam workowate ubrania. Robiłam wszystko, żeby nie było widać mojej figury. Kiedy jednak okazało się, że oprócz szczupłej sylwetki, odziedziczyłam po mojej kochanej mamie całkiem pokaźne tyły i zaczęły się one u mnie ujawniać, to dopiero wtedy spojrzałam na siebie inaczej.

Trwało chwilę zanim zaakceptowałam w pełni siebie i to jak wyglądam. Bo prawda jest taka, że moje predyspozycje do tycia są zerowe. Cokolwiek bym nie robiła, jakkolwiek bym nie jadła, waga będzie stała w miejscu. A uwierzcie mi, przechodziłam różne etapy w swoim życiu – od jedzenia dwóch obiadów dziennie, przez śmieciowe jedzenie, po uzależnienie od słodyczy. Teraz moja figura jest dla mnie błogosławieństwem, ale kiedy byłam młodsza chciałam obsesyjnie przytyć. Siadła mi wtedy samoocena, poczucie własnej wartości. I nie skłamię kiedy napiszę, że pozostałości odczuwam do tej pory.

Ale wystarczy już mojej historii. W tym tekście chciałam przede wszystkim podjąć ważny temat, o którym jednak mało się mówi. Przyjęło się, że szczupłe osoby to szczęśliwe osoby. Nie mają problemów, a jeżeli mają, to na pewno wszystko szybko samo się rozwiązuje tylko dlatego, że ktoś jest szczupły. Przyjęło się, że takie osoby nie mają prawa narzekać, bo są szczupłe, a przecież to jest wymarzona sytuacja. Przyjęło się, że takie osoby zawsze są uśmiechnięte i zadowolone z życia. I w końcu przyjęło się, że takim osobom można nawciskać, bo i tak są szczupłe, więc spłynie to po nich jak po kaczce.

Do sedna! Jednego nie rozumiem – tak bardzo się oburzamy, kiedy ktoś skomentuje kogoś o większych kształtach, a jednocześnie dajemy przyzwolenie na takie samo traktowanie szczupłych osób. Przysięgam, że nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, w której ktoś podchodzi do grubszej osoby i mówi, że powinna przestać jest, bo jest otyła i to się leczy. A ja połowę z wymienionych na początku przytyków usłyszałam w dorosłym życiu!! Ludzie, którzy zdecydowali się wypowiedzieć w ten sposób na mój temat nie czuli się w ogóle skrępowani, tylko patrzyli mi prosto w oczy i mówili, że powinnam przytyć. Powinnam, rozumiecie?! Że byłoby dobrze, gdybym coś jednak zjadła. Siadali naprzeciw mnie i ze zdumieniem mówili mi w twarz Boże, jaka ty jesteś chu-da! I nie, to nie był komplement. Nie, to nie był wyraz uznania. Czy ja kiedykolwiek podeszłam do kogoś i powiedziałam Boże, jaka ty jesteś gru-ba! Nie. Czy kiedykolwiek słyszałam, żeby przy mnie ktoś podszedł do osoby i tak powiedział? Nie. Pomijając fakt, że w życiu nie zrobiłabym czegoś takiego, to gdyby teoretycznie tak się stało, zostałabym zmieszana z błotem przez innych. A jednak nikt nie mieszał z błotem osób, które w bardzo podobny sposób odzywały się do mnie. Nie chcę tu wchodzić w temat zachowania niektórych względem osób z większym rozmiarem, bo wiem, że niektórzy są traktowani po prostu okrutnie i zawsze będę reagować na takie prostackie sytuacje. Ale nie o tym jest ten tekst.

Jest jakieś dziwne przyzwolenie do tego, żeby szczupłe osoby traktować bardziej w bezpośredni sposób. Tak jakby nie mogło ich to zaboleć. Tak jakby nic się nie stało. Przecież jest szczupła, więc i tak się nie przejmie. To tak nie działa. Człowiek pozostaje zawsze człowiekiem bez względu na wszystko. Jeszcze raz to powtórzę – fakt, że ktoś jest szczupły, wysportowany, ma piękne ciało nie oznacza, że nie ma problemów i że można mu na każdym kroku wpychać igłę. Nie wolno nam tego robić, wiecie o tym? Jesteście świadomi, że dla was może to być jeden, nic nie znaczący komentarz, ale ta osoba takich komentarzy może zebrać kilka w jednym dniu. A to zostaje. Słowa mają ogromną moc, niestety tę niszczycielką również.

Czasem miałam dosłownie wrażenie, że powinnam przeprosić w towarzystwie kobiety grubsze ode mnie. Naprawdę! Wchodziłam, siadałam i czułam, jak wszystko mnie piecze od pełnych zawiści spojrzeń. To da się wyczuć, wiedzieliście o tym? Ja naprawdę zauważałam każde spojrzenie, które jeździło po mnie z góry na dół i mogłabym dokładnie wyczytać, o czym myślała taka osoba. Czasem czułam się winna, że ja jestem szczupła, a ktoś przy mnie jest grubszy. I że to jakoś dziwnie, bo jestem powodem złego samopoczucia innej osoby. Gdybym mogła cofnąć czas, chętnie palnęłabym się w głowę i krzyknęła sama do siebie…

Dziewczyno, idź do przodu! Twoje ciało powinno być Twoją dumą, a nie wyrzutem sumienia.

Kiedy to opisuję, czuję straszną wściekłość, że tak myślałam. Ale takie postrzeganie samej siebie nie wzięło się znikąd. To był efekt wcześniejszych zaczepek i komentarzy. Gdyby nikt mi nie wmówił, że jestem kościotrupem, że nie mam kobiecych kształtów, że wszędzie widać mi kości, nigdy nie pomyślałabym o sobie w ten sposób.

Teraz takie komentarze nie zwalają mnie z nóg, bo znam swoją wartość i wiem, że zazwyczaj są one podyktowane zwykłą zawiścią i zazdrością. Kocham siebie i swoje ciało. Jestem dumna z tego, że jem zdrowo i staram się ćwiczyć mimo, że teoretycznie wcale nie muszę tego robić. Lubię podkreślać swoje kształty i chwalić się swoim płaskim brzuchem. Lubię, kiedy zwracam uwagę innych. Ubieram się tak jak chcę. Uwielbiam podkreślać swoje kształty i chodzić w ubraniach, w których wyglądam kobieco. Kiedyś nie założyłabym takiej sukienki ze względu na dekolt i moje bardzo szczupłe ramiona. Teraz wchodzę do pomieszczenia z podniesioną głową i świadomością, że jestem wystarczająco dobra dla siebie i to mi wystarczy.

Jednak sprawa ma się inaczej, kiedy kieruje się takie słowa do młodziutkiej osoby, która dopiero wkracza w świat dorosłości, która dopiero buduje poczucie własnej wartości, odkrywa siebie i pracuje nad samooceną. Możemy wyrządzić komuś wielką krzywdę jednym, zbędnym komentarzem. To nawet nie musi być hejt. W moim przypadku wiele osób na pewno nie chciało mnie skrzywdzić, ale nieświadomie to robili. Samo wyrażenie zdania o czyimś wyglądzie czasem może pozostawić niesmak.

Mam apel do wszystkich, którzy może nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak ich zachowanie może wpłynąć na życie innych osób. Dla Ciebie może to być niewinny żart, próba podniesienia własnej samooceny albo po prostu nieprzemyślany komentarz. Dla kogoś innego, może to być kolejna szpilka wbita w serce.

Przemyśl to, dobrze?

Wpis powstał we współpracy z firmą Orsay.

Tę piękną sukienkę w maki znajdziecie tutaj. Ja planuję założyć ją na jedno z tegorocznych wesel w naszej rodzinie, a jednocześnie będę ją nosić w letnie dni. Uniwersalna, piękna, ciekawa. Czułam się na tej sesji wyjątkowo kobieco.

Torebka natomiast jest klasyczna, bardzo pojemna i wygodna. Idealna na bieganie po mieście i spotkanie z przyjaciółmi.

∗∗∗

Ktoś z Was doświadczył podobnych sytuacji w życiu? Kto jest w teamie wiecznie szczupłych? Uważacie, że to ważny temat?

∗∗∗

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Z góry dziękuję!

PODOBNE WPISY