Znasz to uczucie, kiedy każda noc wydaje się niesamowicie kusząca, żeby przeczytać jeszcze jeden rozdział, napisać jeszcze kilka słów, przerobić jeszcze folder zdjęć?

Kiedy późnym wieczorem ktoś pyta, czy już idziesz do łóżka, a ty odpowiadasz, że jasne, za jakieś pięć minut? I to pięć minut przedłuża się do trzeciej nad ranem, a Ty wkradając się pod kołdrę starasz się nikogo nie zbudzić.

Kiedy myśli płyną szybciej, szloch jest głośniejszy, a pomysły bardziej kreatywne?

Kiedy rano trzeba wstać wcześnie, ale ty złapałaś tylko szczyptę snu, więc przestawiasz budzik bez końca, bo nie masz siły wystawić nawet małego palca poza kołdrę, nie mówiąc już o porannej rutynie, o którą przecież tak ciągle walczysz… z samą sobą.

Kiedy tego samego dnia, przez kolejne godziny w pracy obiecujesz sobie na śmierć i życie, że dzisiaj położysz się do łóżka o ludzkiej porze, że na pewno, że przecież jesteś taka zmęczona, że to nie ma sensu i trzeba to zmienić. Że dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Że dzisiaj już na pewno. Że od teraz koniec z przesiadywaniem w nocy. Że koniec.

I otrząsasz się nagle w ciemnościach głębokiej nocy, uświadamiając sobie, że jednak to nie dzisiaj. Że znowu się nie udało.

Że noc Cię pochłonęła, a Ty wcale nie protestowałaś.

Znasz to uczucie?

Ja znam je doskonale. Codziennie przerabiam ten sam temat od nowa. Codziennie sobie obiecuję i codziennie mi nie wychodzi. Codziennie mam nadzieję, że nagle przestanę pławić się w pokusach nocy i codziennie się nimi rozkoszuję.

Tym wstępem, trochę niejednoznacznym, chciałam Was wprowadzić do dzisiejszego bardzo przyziemnego, a jednocześnie ważnego tematu jakim jest sen. Nareszcie, po wielu nieudanych próbach, z delikatnie drżącą powieką, postanowiłam porządnie rozprawić się z tym uwielbianym przeze mnie, ale jednak mocno szkodzącym nawykiem zarywania nocy.

Ostatnio podjęłam ten temat na moim Instagramie i jedna z osób napisała mi, że jeżeli tak lubię siedzieć w nocy, to jaki sens jest cokolwiek zmieniać. I jest w tym trochę prawdy, ponieważ moje odczucia w kwestii tego konkretnego nawyku są bardzo ambiwalentne. Z jednej strony noc ma dla mnie wyjątkowe znaczenie i naprawdę mam wrażenie, że lepiej mi się tworzy właśnie wtedy, kiedy już cały dom jest pochłonięty w błogiej ciszy. Z drugiej jednak strony po takich posiadówkach mam ogromne problemy z porannym wstawaniem, jestem wykończona, często rozkojarzona i mało produktywna.

Dlatego chcę wyrobić w sobie nowy nawyk. Myślę o stworzeniu własnej wieczornej rutyny, dzięki której będę lepiej wypoczywać w czasie, kiedy mój organizm tego potrzebuje. Dodatkowo wiem dokładnie, że jest to dla mnie najlepsze rozwiązanie, ponieważ miałam w swoim życiu kilka chwil, w których wcześniej zasypiałam i budziłam się o porannych godzinach i wiem, jak wtedy świetnie funkcjonowałam.

Zatem czas na konkrety.

Tak sytuacja wygląda teraz.

  • Kładę się do łóżka nie wcześniej niż o północy, a najczęściej ok 1-2 w nocy.
  • Przez rozregulowany rytm mam ogromne problemy ze snem. Jest płytki, często się budzę, a najczęściej po prostu nie mogę zasnąć i kolejne kilkadziesiąt minut wiercę się w pościeli.
  • Jest to też wynikiem mojego okropnego nawyku, którym jest zabieranie telefonu do łóżka! Niestety zauważyłam, że robiłam to tak często, iż teraz pierwszą rzeczą jaką robię po przykryciu się kołdrą jest sięgnięcie po telefon. Spędzam tak ostatnie minuty (a częściej kilkadziesiąt minut) przed snem.
  • Naświetlam się również światłem z laptopa, ponieważ tracąc poranki pracuję późnymi wieczorami. Przed położeniem się spać ostatnie co robię, to wpatruję się w niebieskie światło.
  • Wstaję późno. Doliczając do tego poranną rutynę, śniadanie i spacer bardzo często do pracy jestem gotowa wtedy, kiedy już inni mają za sobą sporą jej część.
  • Potrzebna mi jest cała armia budzików, żebym się wybudziła. Najczęściej wyłączam wszystko (czasem nieświadomie) i dosypiam. Budzę się z paniką, wszystko robię w biegu i niejednokrotnie przez to się spóźniam.
  • Kiedy nigdzie rano się nie spieszę, często po przebudzeniu sięgam po telefon i tak umykają mi te pierwsze minuty nowego dnia, od których najczęściej zależy moje nastawienie na kilkanaście kolejnych godzin.
  • Kiedy naprawdę przesadzę, chodzę cały dzień jak zombie. Jestem nerwowa, kłótliwa, rozkojarzona i mało kreatywna.

Zauważyłam, że kiedy nie zacznę odpowiednio dnia, to cała reszta dosłownie mi się wali. Z niczym nie potrafię zdążyć, czas przecieka mi przez palce, światło do zdjęć znika szybciej niż poranna kanapka z talerza. Wieczorem jestem niezadowolona, zestresowana, z niedokończonymi projektami i zadaniami.

Takie zmiany chcę wprowadzić od zaraz.

Napiszę tylko, że nie dodam tu idealnych pomysłów na wieczorną rutynę, bo doskonale siebie znam i wiem, że z miłością do nocnych posiadówek nie wygram tak zupełnie. Chcę po prostu osiągnąć jakieś minimum, które zapewni mi zdrowy sen, normalne pobudki o poranku i w miarę ogarnięty umysł podczas dnia. Co zatem planuję zmienić? Po kolei…

  • Godzinę przed snem wyłączę laptop i telefon. Lubię pracować wieczorem i nie chcę z tego całkowicie rezygnować, tylko ograniczyć. Jednorożce swoją drogą, ale nie wierzę w to, że nagle przestanę działać wieczorami, więc ta godzina jest wystarczającym kompromisem. Praca tak, ale dam sobie odpowiednią ilość czasu, żeby przed pójściem do łóżka ochłonąć, zająć się czymś innym, zrelaksować się.
  • Nie będę zabierać telefonu do łóżka! Zero bezsensownego przeglądania Instagrama i Pinteresta przed snem. Odcinam się od ekranu, wyciszam.
  • Będę czytać przynajmniej pół godziny przed snem. W ogóle to ma być ostatnia czynność przed przyłożeniem głowy do poduszki. Odkładam książkę na półkę, zdejmuję okulary, nastawiam budzik, gaszę lampkę i zasypiam – tak to widzę.
  • Będę dbać o stałą porę zasypiania i budzenia się. Cudów w tej akurat kwestii nie będzie, więc zacznę od najbardziej prawdopodobnych godzin, czyli chcę zasypiać najpóźniej do północy i wstawać najpóźniej przed godziną 8. Jeżeli wszystko będzie szło po mojej myśli, to po jakimś czasie  zacznę odrobinę przestawiać te godziny, żeby docelowo wstawać około 7.
  • Będę mierzyć jakość i ilość swojego snu za pomocą opaski fitness. Używam tego sposobu już kilka tygodni i jestem zachwycona. Dzięki temu mam pełen obraz jak przebiegały poszczególny fazy snu, wskazówki co i jak mogę w związku z tym poprawić itp. Przydatny jest też budzik w opasce, który budzi mnie za pomocą wibracji, tym samym nie przeżywam szoku z samego rana. Świetna sprawa.
  • Oprócz budzenia w opasce ustawię tylko jeden dodatkowy budzik w telefonie. Niestety jeszcze muszę tak robić, bo nie ufam samej sobie kiedy w  grę wchodzi poranne wstawanie. Ale świadomie rezygnuję z dodatkowych drzemek, co jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Docelowo chcę przestawić się tylko na wibracyjny budzik z opaski i wstawanie bez żadnych dodatkowych wspomagaczy. Trochę sama w to nie wierzę, ale jak stawiać sobie poprzeczkę, to tylko wysoko.
  • Nie będę nakładała na siebie presji. Nie pójdę spać o godzinie 23 na spotkaniu z przyjaciółkami, tylko doleję sobie wina i przegadam całą noc. Nie wyjdę z klubu o północy, tylko zacznę machać biodrami jeszcze mocniej i wyjdę nad ranem. Nie położę się spać, jeżeli jakiś ważny projekt będzie nieskończony, tylko zaparzę herbatę i posiedzę nad nim jeszcze kilka godzin, żeby dotrzymać terminu. Chodzi mi o to, że to nie jest jakiś regulamin, którego nie mogę złamać. Jeżeli sytuacja będzie tego wymagać, porzucę na jedną noc zdrowy sen na rzecz pracy czy dzikich tańców. Ale na jedną noc, wyjątkowo. Zaraz po tym wrócę do swojego zdrowego nawyku i wszyscy będą szczęśliwi. Przynajmniej taki jest plan.

To chyba najważniejsze zmiany, jakie chcę wprowadzić. Nie będę opowiadać bajek i przyznam się, że to będzie dla mnie ogromne wyzwanie. Będę musiała nauczyć się funkcjonować w miarę produktywnie o wcześniejszych godzinach i przestawić raczej na poranny tryb pracy, co nie jest moją najmocniejszą stroną. Jestem jednak zdeterminowana, ponieważ wiem, jak mi to ułatwi życie i realizowanie nowych projektów.

Niektórym taki nocny tryb pasuje. Czują się świetnie i działają na najwyższych obrotach. Inni zaś nie mogą sobie pozwolić na tak jakościowy sen, po pracują na nocną zmianę, bobas budzi się co dwie godziny, imprezują co drugi dzień.

Trzeba pamiętać, że każdy z nas jest inny i każdy potrzebuje czegoś swojego. Ja piszę tylko o własnych doświadczeniach. To nie są ogólne zasady zdrowego snu czy złote rady, które wszystkim pomogą. To są moje własne sposoby, co nie oznacza, że muszą stać się twoimi. Na ciebie może zadziałać coś kompletnie innego. Jeżeli jednak chcesz osiągnąć podobny cel do mojego, to nie jest ważne jak do tego dojdziesz. Ważne jest, że chcesz zawalczyć.

Z tego względu, że proces wyrabiania sobie tego nawyku będzie w moim przypadku wymagający, to zdecydowałam się, że będę Was informować o postępach na swoim Instagramie. Nie będę kłamać i przyznam, że robię to przede wszystkim dla siebie, żeby mieć poczucie, że opowiedziałam o swoich planach publicznie i muszę się z nich wywiązywać – inaczej polegnę, bo pokusa nocy jest niezwykle silna. Jeżeli jednak zainspiruję do zmiany nawyków w temacie snu chociaż jedną osobę, jeżeli ktoś dołączy i zawalczy o zdrowie w tym obszarze, to wspaniale! Możemy razem się motywować i wspierać, na co po cichu liczę.

∗∗∗

A teraz, już na sam koniec – czy ktoś ma podobny problem? Czy chcielibyście zmienić coś w kwestii swojego snu? Kto dołączy do mnie i zadba o zdrowy, jakościowy i pełny sen?

∗∗∗

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Z góry dziękuję!

PODOBNE WPISY