Mój pomysł na alfabet wdzięczności opisałam szczegółowo w pierwszym poście z tej serii.

W skrócie  – w każdy poniedziałek dodaję wpis o tym, za co jestem wdzięczna. A że jest to alfabet wdzięczności, jak sama nazwa wskazuje, co tydzień na celownik bierzemy kolejną literę alfabetu. Dodaję również tematyczny wpis na Instagramie, żebyście mogli dołączyć się do całej akcji.

Po co to całe zamieszanie?

Bardzo często zapominamy w codziennym pośpiechu o tym, że byłoby całkiem sympatycznie, gdybyśmy okazywali wdzięczność trochę częściej, niż zazwyczaj. Nie chodzi tu o sytuacje wyciągnięte rodem z komedii romantycznych. Bardziej o to, żeby poczuć wdzięczność za drobne momenty – możliwość wypicia ciepłej kawy, przytulenia się do bliskiej osoby, przepyszny obiad czy spacer po lesie.

Pomyślicie, że to przecież codzienne życie, więc za co tu dziękować?

A ja wam odpowiem, że jeżeli nie potraficie być wdzięczni za pozornie mało ważne momenty w życiu, to nie będziecie potrafili doceniać tych większych.

Bo w życiu liczy się każda chwila.

Ja postanowiłam wykorzystać ten alfabet w trochę inny sposób. Oczywiście jestem wdzięczna w swoim życiu za rodzinę, przyjaciół, zdrowie, miłość. I to nie podlega dyskusji i myślę, że większość z nas czuje podobnie. Ale to są sprawy, o których mówi się najczęściej. A ja chcę sobie tymi wpisami przypomnieć, że super jest odczuwać wdzięczność również z tych mniejszych rzeczy, codziennych, przyziemnych. Dlatego ja postaram się co tydzień pisać tu o mniej przewidywalnych sprawach. O czym może nie myśli się tak często i intensywnie. O czym czasem się zapomina. Taka jest moja misja.

Dziś rozpoczynam literą A.

Ambicje

Zastanawiałam się przez chwilę nad wyborem, ale nie dumałam w nieskończoność. Myślałam, żeby rozpocząć od aparatu, ale doszło do mnie bardzo szybko, że nie za niego jestem wdzięczna, a za fotografię i jednocześnie moją pasję. I kiedy to sobie uświadomiłam, od razu do mojej głowy wpadło słowo ambicje i już wiedziałam, że właśnie od tego rozpocznę swój alfabet wdzięczności.

Ambicje.

Wiecie, że nie każdy je posiada, prawda? Czasem rodzice starają się usilnie przelać niespełnione ambicje na swoje dzieci. Ale to nie jest to samo. Ja jestem wdzięczna za to, że to co odczuwam, jest w stu procentach moje. To odpowiedź na moje własne pragnienia i  marzenia. Nie realizuję cudzych planów. Nie staram się spełnić oczekiwań innych. Już nie. Moje ambicje są tylko i wyłącznie moje. Nie są sztucznie wykreowane. Nie potrzebowałam ich rozdmuchiwać. Nie szukałam ich ze świecą w dłoni. Są w mojej głowie od kiedy pamiętam.

Tak, jestem ambitną dziewuchą. Mam poprzeczkę zawieszoną wysoko. Lubię wyzwania i najczęściej sama sobie je wyznaczam. Coraz to nowe cele napędzają mnie do działania. Czasem kłóci się to z moją wielką miłością do odpoczywania, czytaj błogim lenistwem, które czasem potrafi mną zawładnąć. Ale właśnie w takich momentach niemocy i lenistwa to ambicje podnoszą mnie do góry i to dzięki nim za każdym razem wracam do gry. I tu dochodzimy do punktu kulminacyjnego. Zapewne gdyby nie to, że jestem cholernie ambitna, już dawno przyrosłabym do kanapy. Jestem zawzięta i pracowita, ale co tu dużo mówić, cały czas pracuję nad dyscypliną, bo rozjeżdżam się jeszcze między działaniem, a totalnym marnowaniem czasu. I dla mnie w takich momentach ambicje odgrywają niesamowicie ważną rolę, Gdyby nie one, nie miałabym w sobie na tyle determinacji, żeby wstać, otrzepać się z kurzu nieróbstwa, zakasać rękawy i pracować na swój sukces.

 I jestem dziś za to ogromnie wdzięczna. Jestem ambitna, jestem z tego dumna i dzięki temu jeszcze się nie poddałam.

∗∗∗

Dołączycie do Alfabetu Wdzięczności? Dziś na tapecie litera A. Za co jesteście wdzięczni? Napiszcie w komentarzach!

∗∗∗

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Z góry dziękuję!

PODOBNE WPISY