Zaczęłam się ostatnio mocno zastanawiać, dlaczego mam taki przestój w pracy nad swoimi miejscami w sieci. Blog leży i kwiczy, konto na Instagramie staram się właśnie reanimować, bo ostatnie miesiące były po prostu słabe. Nie byłam regularna, nie publikowałam treści przez długi czas, zalegałam z odpowiedziami na wiadomości i komentarze. Pomijając gorszy czas w życiu, a co za tym idzie moją gorszą formę czułam, że był jeszcze jakiś powód. I eureka, oświeciło mnie! Doszłam do wniosku, że przestałam czerpać z tego taką frajdę jak wcześniej. Ale pytanie dlaczego?

Mam wrażenie, że na Instagramie wszystko teraz stało się takie poważne i na serio. Jeżeli publikacja zdjęć to tylko z odpowiednimi hashtagami, oznaczeniami i lokalizacją. Jeżeli Instastories to tylko kolorowe, odziane w milion dodatków i złoty pył. Wszystko musi być przydatne, przemyślane i dokładnie opracowane. Najlepiej, żeby każde 15 sekund Instastories rozwiązywało kolejne problemy obserwatorów. A już przede wszystkim dobrze jest być ekspertem w jakiejś dziedzinie, a najlepiej w dziesięciu.

A prawda jest taka, że większość porad dotyczących Instagrama jest powielana. Wszyscy powtarzają w kółko jedno i to samo, a tak naprawdę okazuje się, że nie ma to żadnego potwierdzenia w praktyce. Niektóre treści przeczą innym, jeszcze inne są całkowicie odmienne od tego, co jest napisane na oficjalnych stronach Instagrama. Nagle każdy stał się ekspertem w tym temacie, a tych prawdziwych osób, które naprawę znają się na rzeczy jest maleńka garstka.

Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby czerpać informacje ze sprawdzonych źródeł. Sama staram się dopasować do niektórych porad, jednak nie biorę ich za gwarant. Trzeba włączyć myślenie, mieć swoje zdanie, czasem coś przemyśleć albo poddać refleksji. Nie wszystko sprawdzi się w naszym przypadku. Czasem coś nie zadziała albo okaże się totalną klapą. Warto filtrować informacje, którymi jesteśmy bombardowani z każdej strony. Super, jeżeli wyciągniemy z tego natłoku wiadomości coś dla siebie. Jednak warto pamiętać, żeby do wszystkiego podchodzić z chłodną głową. Jeżeli tak bardzo angażujesz się w hashtagi pod zdjęciami, ale jedyne co wzrasta, to twoja irytacja, to może czas przyjrzeć się temu, co pod tymi hashtagami publikujesz? Może warto popracować wtedy nad zdjęciami, które okazują się dosyć kiepskie lub są kolejną kopią kopii. Może twoje opisy składają się zawsze z dwóch słów, a to przecież niekoniecznie zachęca do dyskusji.

Chcę Was po prostu uczulić na fakt, że naprawdę musimy do wszystkich instagramowych nowinek podchodzić z chłodną głową. Nie wątpię, że one działają (chociaż co do wielu mam trochę wątpliwości), ale to wszystko może doprowadzić do momentu, że dojdziemy do ściany i nagle zderzymy się z bezsilnością, bo „przecież wszystko robię tak jak mówią i to nie działa”.

Nie będę hipokrytką i przyznam, że ja też potrafię godzinami tworzyć filmiki  na potrzeby Instagrama. Bawię się obróbką, żeby wszystko pięknie się prezentowało. Przedstawiam rzeczywistość w ładnej formie i cieszy mnie ten proces niesamowicie. Mam duszę estetki, więc lubię w ten sposób działać i oczywiście doceniam to u innych twórców. Ale nie chcę czuć żadnego przymusu. Dlatego na moich filmikach zobaczycie mnie bez makijażu tak często jak z makijażem. Czasem moje relacje będą dopieszczone tak, że mucha nie siada, a czasem wrzucę na szybko kilka filmików nie zwracając uwagi na tło za mną czy brak klimatycznej muzyki. Nie chcę czuć się więźniem Instagrama i zasad, które są tworzone przez innych twórców. Nie muszę robić wszystkiego zgodnie z przyjętymi kryteriami i dlatego, że ktoś tam głosi, iż to jedyna słuszna droga. I Wy też nie dajcie się na to złapać. Róbmy zdjęcia, cieszmy się tym procesem, poruszajmy super tematy w relacjach, korzystajmy z porad osób, które dokładnie wiedzą o czym mówią, zarabiajmy na swojej kreatywnej i wymagającej pracy. Twórzmy to nasze miejsce z pasją i wolnością.

Jeżeli ktoś mówi ciekawie, to ja nie potrzebuję nałożonego filtra na filmiki i trzech różnych fontów, bo i tak będę go oglądać. Jeżeli natomiast ktoś plecie trzy po trzy, a ja na jego relacjach zwyczajnie się nudzę, to żadne ozdobne ramki mnie do niego nie przekonają.

W ostatnich tygodniach naprawdę wolę sobie pooglądać stories dziewczyny, które nic nie wniosą nowego do mojego życia, ale dzięki nim uśmieję się codziennie po pachy, niż te eksperckie relacje, z których dowiaduję się, że generalnie wszystko na tym Instagramie robię nie tak, jak jest zalecane.

Nie będę ukrywać, wkurzam się oczywiście, kiedy moje poświęcenie i wysiłek nie są odpowiednio nagradzane. Kiedy spędzam godziny na wymyślaniu, fotografowaniu, obrabianiu, publikowaniu treści, a one nie cieszą się taką popularnością jak jeszcze niedawno. Wkurzam się, ale dojrzałam do tego, żeby taką rzeczywistość też przyjmować. O ile odbiór tego, co tworzę jest dla mnie niesamowicie ważny, bo fotografia to coś więcej niż tylko pasja, o tyle nie pozwalam na to, żeby słabe zaangażowanie, zasięgi (nazwijcie to jak chcecie) zepsuły mi frajdę z fotografowania. Nie pozwalam na to, żeby to podcinało mi skrzydła, bo powinnam w siebie wierzyć mimo wszystkich przeciwności. Jeżeli robię dobre zdjęcia, a uważam że w większości tak właśnie jest, to ten fakt powinien liczyć się dla mnie najbardziej. Cała reszta to tylko dodatek.

Sprawa wygląda tak, że dopóki sami nie będziemy dumni ze swojej pracy, to nawet najwyższe zasięgi nam nie pomogą. Albo pomogą, ale powierzchownie i na chwilę. To działa również w drugą stronę. Jeżeli to właśnie my na pierwszym miejscu będziemy z siebie dumni, będziemy pewni efektów swojej pracy, to niższe zaangażowanie nie odbierze nam radości z tworzenia i nie podkopie naszej pewności siebie.

Musimy pamiętać, że Instagram działa jak chce. Raz będziemy na górze mimo, że akurat się tego nie spodziewamy, a następnym razem wylądujemy na dole. Tak to działa i nie ma się z czym kłócić. Szkoda naszej energii na walkę z wiatrakami.

Jeżeli kochasz to, co robisz i jesteś pewien treści, jakie publikujesz, to wystarczy. Najważniejsze jest działać w zgodzie ze sobą i swoimi przekonaniami.

Wielu twórców na Instagramie podejmuje tam współprace lub w połączeniu z innymi działaniami jest to ich środek utrzymania. Wiecie przecież, że ja sama dążę do tego, żeby moja pasja stała się również pracą, dzięki której będę w stanie się utrzymać, to żadna tajemnica. W takiej sytuacji irytacja niestety jest jeszcze większa. To trochę tak, jakby ktoś nam utrudniał spełnianie się poprzez pracę mimo naszego ogromnego zaangażowania. I ta bezsilność jest uzasadniona. To normalne odczucia, którym ja również czasem się poddaję. I zapewne jeszcze kilka miesięcy temu pisałabym o tym zupełnie inaczej. Zapewne miałabym ogromne pretensje, że Instagram nie pozwala mi się rozwinąć i blokuje mój rozwój. Ale dotarło do mnie, że przecież Instagram… to tylko jedno z narzędzi. To mały wycinek tego, gdzie możemy pracować. I w sumie jeżeli polegamy tylko na tej aplikacji, która przypominam, może w każdej chwili nagle zniknąć, to jest to dosyć ryzykowne podejście. Trzeba się otworzyć na nowości, poszerzyć horyzonty, działać. I nie dać się zbić z tropu. Nie możemy tracić celu z oczu tylko dlatego, że dzisiaj było mniej serduszek pod zdjęciem niż tydzień temu. To jest droga donikąd. Jeżeli to sobie uświadomimy, to połowa sukcesu będzie już za nami.

PODOBNE WPISY