Krótka historia o szukaniu własnego stylu

Dziś opowiem Wam krótką historię z życia kobiety, która nie ma własnego stylu.

W poprzednim wpisie pisałam o tym, że nie jestem zbyt poważna i wspomniałam o tym, że ubrania wiszące w mojej szafie to potwierdzają. Jednak w pewnym momencie swojego życia postanowiłam, że czas to zmienić. To było kilka lat temu, a ja po przeczytaniu kilku poradników na ten temat stwierdziłam, że czas się w końcu ogarnąć, zdecydować się na jeden konkretny styl i zrobić z tym porządek.

Byłam tym tematem zafascynowana, więc zaczęłam tworzyć listy, w których zapisywałam co muszę kupić, żeby ta moja garderoba była kompletna i spójna. Zrobiłam czystki w ubraniach, wiele z nich przekazałam dalej. Wcześniej, oczywiście po przejrzeniu miliona zdjęć na Pintereście i różnych blogach, ustaliłam raz a porządnie jaki styl i kolorystykę wybieram.

Przez pewien czas starałam się ubierać zgodnie z wcześniej ustalonymi przez siebie wytycznymi. Oczywiście nie robiłam niczego na siłę, do niczego się nie zmuszałam. Chciałam po prostu poczuć, że mam konkretny styl, ubieram się w pewien określony sposób i pozbyć się problemów w stylu „ta bluzka do niczego nie pasuje”.

Naprawdę się starałam. Naprawdę.

Jednak w praktyce nie było to takie łatwe jak teoria rozpisana na kartce. Notorycznie ciągnęło mnie do ubrań, które były całkowicie inne niż te w mojej szafie. I w pewnym momencie cała ta sytuacja zaczęła mnie męczy. A przecież odnalezienie swojego stylu powinno ułatwić życie, wybory w sklepie i oczyścić trochę głowę.

Myślałam, że coś ominęłam. Że zrobiłam coś nie tak jak trzeba. Szukałam wytłumaczenia dlaczego ta cała świetna sprawa ze zrobieniem ogólnego porządku w ubraniach działa na mnie negatywnie. Gdzie ta magia i złoty pył, który miał na mnie spłynąć?

I zrozumiałam nagle, że wzbraniałam się przed przyznaniem się do tego, iż ja nie potrafię określić siebie w konkretnych ramach jednego stylu. Nigdy nie będę na 100% elegancka, sportowa albo casualowa. Oczywiście nikt nie jest w stanie tego zrobić. Ubieramy się stosownie do sytuacji. Są jednak osoby, które ze swojego stylu robią sprawę jasną i przejrzystą. Taka Kasia czy inna Agnieszka jeżeli wie konkretnie co jej pasuje, w czym czuje się najlepiej będzie podejmować dosyć konkretne decyzje na zakupach. I ja takim ludziom trochę zazdroszczę. Mają w tej kwestii wszystko ustalone i poukładane. Na pewno nie stoją rano przed szafą tak długo jak ja.

Ale mi nie jest dane cieszyć się z tego wszystkiego. Nie potrafię wybrać, czy bardziej kocham obcisłe seksowne body, dżinsy i wysokie szpilki czy zwiewną sukienkę w kwiaty i kapelusz na głowie. W mojej szafie wisi luźna tunika jak ta ze zdjęć, którą znajdziecie w Orsay. Czuję się w niej wyjątkowo wygodnie i swobodnie. Jest w neutralnym kolorze, więc do wszystkiego będzie pasować. Dobieram do tego trampki i słomkową torebkę pędzę przed siebie. Ale obok niej wisi na wieszaku sukienka mini, która przylega do każdego centymetra mojego ciała, w której czuję się jak milion dolców. To są dwa różne światy, a jednak w pierwszym i w drugim wydaniu czuję się niesamowicie dobrze. I to są zdecydowanie moje światy. Tak samo jest z butami. Lubię prawie wszystkie rodzaje. Wskakuję w sandały, trampki, śniegowce z taką samą radością jak w szpilki czy sportowe buty.

Nie mam swojego stylu. Powiem więcej, gdybyście zajrzeli do mojego królestwa to zapewniam, że każdy znalazłby coś dla siebie. Czasem wyglądam jak boho dziewczyna , innym razem jak biznesowo ogarnięta kobieta, jeszcze innym jak królowa fitness.
I w każdej tej odsłonie jest mi dobrze. Czuję się komfortowo i na miejscu.

Pewnie, że wolałabym mieć swój własny wypracowany styl. Trzeba przyznać, że to ułatwia bardzo życie i jest wygodne. Ale nie zrobię niczego wbrew sobie, dlatego pogodziłam się z faktem, że jestem stylowym mieszańcem. I niech tak pozostanie.

I tak na koniec dodam tylko, błagam – nie dajcie się nigdy nabrać na chwyty w stylu „pięć rzeczy, które musisz kupić tego lata”, „ten płaszcz musisz mieć w swojej szafie”, „musisz kupić te spodnie, to zmieni twoje życie”. Po pierwsze zmieni, ale nie Twoje życie tylko stan konta, a po drugie nic nie musisz. Nic. I o tym pamiętaj. Ubieraj się tak, jak chcesz i tak jak lubisz.

PODOBNE WPISY