21 rzeczy do zrobienia wiosną

Wiosną wszystko budzi się do życia. Kwiaty, niedźwiedzie i ludzie. Jest coś takiego w powietrzu, że od razu łapiemy wiatr w żagle, a  motywacja i energia tryskają z Nas oblewając wszystko dookoła. I to jest genialne uczucie. Właśnie w przypływie takiej ekstazy wczoraj wieczorem (i jednak trochę nocą) postanowiłam stworzyć listę 21 rzeczy, które chcę zrobić, wprowadzić, przywrócić na swoje miejsce, właśnie wiosną. Wpis jest długi, więc podaruję sobie wstęp. Zatem konkrety na stół, zaraz obok kawy. Zapraszam!

21 rzeczy do zrobienia wiosną

rzeczy doz zrobienia wiosną

1. Codzienne spacery

Takie proste, a zarazem takie trudne. Niby nic, ubrać się i wyjść na spacer, nawet niedługi, 10 minut wystarczy. A jednak tyle osób wciąż tego nie robi. Nie wychylają nosa z domu. O ile leje, wieje, wali gradem i ogólnie chce Cię zmieść z powierzchni ziemi, to rozumiem siedzenie w domu. Chociaż ja w taką pogodę również wychodzę (Ci, którzy posiadają czworonożnych przyjaciół wiedzą, o czym mówię), wioska nie wioska, Pikson na własnym podwórku się nie załatwi i chwała mu za to. Ale zostawmy intymne sprawy mojego psa na boku. O tyle już nie pojmuję ludzi, którzy zamykają się w czterech ścianach, kiedy słońce puka do okna i zaprasza na zewnątrz. Są momenty, kiedy tak się zafiksuję na jakimś zadaniu, że godziny uciekają, a ja uświadamiam sobie o tym trochę zbyt późno. Ale zawsze, wraz z momentem otrzeźwienia, wkładam adidasy, kurtkę, zarzucam kaptur na głowę i heja na przechadzkę. Spacerujemy z mężem kilka razy w ciągu dnia – naprawdę. Oczywiście nie zawsze razem (trzeba przecież pracować!) ale jest to zazwyczaj w okolicy 3-6 wyjść. Są to spacery, które trwają jakieś 10 minut, ale po zsumowaniu wychodzi mi 30-60 minut na świeżym powietrzu bez większego wysiłku, nieźle. I uwielbiam to, i polecam każdemu, i kto nie spaceruje, ten trąba. Spacerujcie, ile wlezie. Wyjdzie Wam to tylko na dobre.

2. Ognisko

Mam jakąś manię planowania ognisk. Dałabym się pokroić, żeby co tydzień w nich uczestniczyć. Ta magia ognia, iskier strzelających w górę, cichych rozmów i głośnego śmiechu mnie obezwładnia. Niesamowicie się wzruszam na samą myśl o takich spotkaniach, a cała atmosfera, która Nam wtedy towarzyszy sprawia, że szczęście ze mnie dosłownie wypływa. Zaliczyliśmy ognisko zimą połączone z kuligiem i piciem grzanego wina, a jak zabrakło grzanego, to i z lodówki się wciągnęło. Ale nie o tym. To było jedno, jedyne zimowe ognisko. Zadbam o to, żeby pod koniec wiosny ten licznik podskoczył. A później zaplanować jeszcze więcej spotkań przy ogniu na nadchodzące lato.

3. 100 things before I die

Tę listę spisuję już od…hoho, ponad roku, jak nie lepiej. I dopisać za cholerę nie mogę. Chcę w końcu zrobić tak, jak radzi Edyta, usiąść w naprawdę wolnej chwili, kiedy nikt nie będzie mi przeszkadzał i za jednym zamachem napisać wszystkie 100 punktów. Później mogę sobie je dopisywać do woli i na pewno będę tak robić. Ale podstawę chcę mieć. Już, natychmiast. A jeżeli Wy jeszcze nie sporządziliście takiej listy, polecam Wam serdecznie zrobić to w jakiś ciepły, wiosenny dzień przy otwartym oknie, słuchając ptaków. A w kwestii ptaków…

4. Wsłuchać się w śpiew ptaków

U mnie na wiosce nie jest to takie trudne – otwierasz okno, słychać ptaki; idziesz na spacer, słychać ptaki, bierzesz prysznic, słychać ptaki…a nie przepraszam, to mój wokal. W każdym razie pomyśleć można, że to banał. Ale spójrzcie, co napisałam w tytule tego punktu – wsłuchać się. Nie słyszeć i olać. Nie słyszeć i puścić mimochodem. Wsłuchać się, zatrzymać, zamknąć oczy, usłyszeć koncert, magię, piękno. To najcudowniejsza muzyka. Poczujcie ją swoimi zmysłami.

5. Przygotować własny (mini) ogródek

Tak, tak jaram się swoim ogrodem jak pochodnia na Igrzyskach Olimpijskich i musicie mi wybaczyć, bo raczej mi to nie przejdzie. Punkt kulminacyjny przed nami, czyli wiosna, lato i jesień. Nawiązując – mamy co roku własne warzywa, kwiaty, zioła. Ale przecież nie trzeba mieć zaraz ogrodu, żeby zafundować sobie kilka doniczek z bazylią, tymiankiem, rozmarynem i miętą. Balkon będzie wystarczający. Nie macie balkonu? Och, to żadna wymówka, parapet w domu też się nada. Inaczej mówiąc robimy swój zielnik. W internecie jest mnóstwo informacji na temat tego, od czego zacząć i co robić, żeby nie zabić biednych roślinek.

6. Upiec zdrowe muffiny

A tak mnie na muffiny coś wzięło. Na blogu znajdziecie przepis na te orkiszowe i żytnie. Chcę wypróbować kolejne smaki, ale w zdrowej wersji. Ostatnio strasznie ciągnie mnie do słodkości, więc muszę poszukać jakiegoś rozwiązania, bo zjedzenie pół tabliczki Milki Oreo wcale nie jest śmieszne. Nic, a nic.

7. Jeździć na rowerze

Jakoś mi nie po drodze z rowerem. Jeździłam bardzo często, jak byłam młodsza. Wręcz nałogowo, rower był nieodłącznym elementem każdego mojego OOTD. Teraz spuściłam z tonu i chciałabym wrócić do tego środka transportu. Moim celem jest wyciągać dwuślad tak często, jak się tylko da. Może zapomniałam, jaką frajdę mi to sprawiało. Czas więc odświeżyć odrobinę pamięć.

8. Mieć w domu świeże kwiaty

Nieważne czy cięte, czy w doniczce, czy polne, czy z kwiaciarni, czy też same ozdobne liście w pośpiechu zerwane  z ogrodu.

9. Fotografować więcej i częściej

A proszę mi tu ładnie powiedzieć, czy są pośród Was tacy, którzy życia bez aparatu nie widzą? No to piąteczka ludzie! Też tak mam. Jednakowoż ostatnio doszłam do smutnego wniosku, że zdjęć robię za mało. Zbyt rzadko sięgam po aparat i martwi mnie to niezmiernie. Pomartwiłam się tak jedno popołudnie, a później zaczęłam działać. Miniony weekend obfitował w wiele udanych ujęć i to taka radość jest niesamowita, że aż mi o niej trudno mówić. Każdemu polecam, każdego zachęcam. Róbmy więcej zdjęć! Niech te Nasze aparaty się nie kurzą, niech nie zapominają uścisku Naszych dłoni, niech przestaną mieć przed Nami tajemnice. A żeby tak było, to trzeba ich używać – regularnie i z pasją.

10. Regularna aktywność fizyczna

I każdy proszę bardzo wpisuje sobie tutaj odpowiedni sport. Będę… biegać/uprawiać jogę/rozciągać się/tańczyć; jeździć na rolkach/na rowerze; grać w siatkówkę/koszykówkę/badmintona/króla (?)/klasy/gumę (och, to były czasy – przeszłam SZYJKI! If you know what I mean); chodzić na siłownię/skakać na skakance/ćwiczyć z popularnymi trenerkami/uprawiać power walk; Sposobów na dopasowanie do siebie aktywności fizycznej nie zliczę. Może czas wziąć się w garść i pomyśleć o swoim zdrowiu. Ja pod koniec tamtego roku wybrałam siłownię, dodatkowo rozciąganie i oczywiście regularne i intensywne spacery. Chcę utrzymać to tempo, nie poddać się dniom, w którym ostatnią rzeczą o jakiej marzę jest sztanga i dodać do tego wycieczki rowerowe.

11. Podziwiać wschód słońca

Nie codziennie, bez przesady. Ale chociaż kilka razy chcę być świadkiem budzenia się świata ze snu. Wstaniecie ze mną te kilka razy naprawdę wcześnie, żeby poczuć magię wschodu słońca?

12. Pić zdrowe koktajle

Nie wiem, czy mi się to uda, ale chcę wyrobić sobie nawyk codziennego picia smoothie. Teraz jest całkiem nieźle, ale nie jestem regularna. Wiem, ile dobra kryje się w tych kremowych mieszankach i że mój organizm na pewno będzie mi wdzięczny na systematyczne dostarczanie mu takiej bomby witaminowej. Wyzwanie przyjęte! A żeby nie być gołosłowną, będę codziennie zamieszczała zdjęcie koktajlu, który mam zamiar w danym dniu wypić, na swoim Insta Stories. Brak zdjęcia niech oznacza brak wywiązania się z wyzwania. Kto się dołącza? Nie musi to być codziennie, ale już 3-4 razy w tygodniu zrobi wielką różnicę. U mnie na blogu roi się od przepisów na różne smoothie! Inspirujcie się do woli.

13. Zorganizować prawdziwą noc filmową

Dawno już takiej nie miałam. Zazwyczaj werbuję do takiego przedsięwzięcia moje młodsze kuzynki. Są w wieku, w którym gardzą snem. Jedyny mankament jest taki, że zawsze namawiają mnie na horrory. Człowiek później boi się własnego cienia, jak spokojnie sobie siedzi na toalecie w nocy. Niestety z moim T. sprawa wygląda mało obiecująco. Po pierwszym filmie (o ile zdoła go obejrzeć w całości), zasypia jak dziecko. Dlatego na prawdziwą noc filmową z co najmniej czterema tytułami muszę szukać odpowiedniego towarzystwa. Ale takowego nie brakuje, jak chociażby te moje dwie, co to niby nieustraszone są, a później zastaje je w jednym łóżku, bo Im jakiś duch po ścianach biegał. Wy organizujecie takie spotkania? Z popcornem ma się rozumieć?

14. Jak ognisko, to i piknik

Piknik prawdziwy chcę przeżyć. Troszkę dalej, niż dwa metry od domu. Z koszem wiklinowym, winem, jedzeniem, rowerami i kocem dużym. I poduszkami, bo będę książkę czytać, jak już się najemy, napijemy, pogadamy i odpoczniemy. A On zrywać mi będzie stokrotki i pleść z nich wianek, który później włoży mi na głowę i powie, że wyglądam pięknie. Rozpędziłam się, wybaczcie. Miało być “A On drzemać będzie i pochrapywać, coby mi smutno nie było.” Od Nas zawsze można się uczyć romantyzmu. Zapamiętajcie.

15. Zrobić pisanki DIY

Święta przed Nami, więc to świetny moment, żeby odrobinę zwolnić i się zrelaksować. Nie ma nic lepszego przed Wielkanocą, niż tworzenie własnoręcznie pisanek. To w kwestii kreatywności i odpoczynku, bo Wielkanoc o czymś zupełnie innym i ważnym traktuje. W tamtym roku królowały u mnie pisanki z minami i wiankami. W tym roku również chcę się pobawić i poeksperymentować. Chociaż, jak tak patrzę na to zdjęcie, to mam ochotę zrobić identyczne. Były doprawdy urocze!

16. Huśtać się na huśtawce/hamaku/czymkolwiek

Po pierwsze chcę częściej sadzać swój zacny tyłek na Naszej cudownej huśtawce. Kilka minut wystarczy, żeby się zrelaksować. Kiedy jestem blisko placu zabaw dla dzieci, może nie powinnam o tym wspominać, ale zawsze biegnę w stronę huśtawek i zapominam na chwilę, że jestem dorosła. Upycham się na tych deseczkach, odpycham nogami, żeby za chwilę je podnieść do góry no i jadę z tym bujaniem. Co dziwne, mam z tego większą frajdę, niż te wszystkie dzieci patrzące na mnie dziwnym wzrokiem razem wzięte. Po drugie, w tym roku zamontuję hamak w Naszym lasku. Taaaaak, lasek mamy. Za domem. Widzicie go bardzo często na moim Insta Stories. I będę tam zalegać. Dobry Boże, nie mam pojęcia, kiedy znajdę na to czas, ale jakoś dam radę.

17. Czytać na świeżym powietrzu

Akurat to uskuteczniam bardzo, kiedy tylko zaczyna robić się ciepło. Tym punktem chcę Was do tego zachęcić. W parku na ławce zamiast wyciągać po raz tysięczny telefon z kieszeni, żeby sprawdzić, co tam się zmieniło na świecie w przeciągu kilku sekund, wyciągnijcie książkę. Czytanie z naturalnymi odgłosami życia w tle to coś, co bardzo sobie cenię. To inny wymiar spędzania czasu z lekturą. Z jakiegoś powodu nie możecie wyjść? Otwórzcie na oścież okno, połóżcie  na parapet największą i najbardziej miękką poduszkę, jaką macie w domu i usiądźcie na niej. Też będzie przyjemnie.

18. Obserwować niebo

Znowu wyjdzie ze mnie niepoprawna do granic możliwości romantyczka i upierdliwa #JolaFilozof, ale jaram się niebem. A zwłaszcza nocą. No gwiazdy rozwalają mi system. Wybaczcie, nie przeproszę za kolokwializm. Bo taka jest prawda. To jeden z najlepszych widoków w całym moim życiu. Chcę go mieć częściej na wyciągnięcie ręki. Chcę się zachwycać chmurami, zgadywać kształty, a wieczorem układać własny komiks z ciał niebieskich.  I będę leżeć na tej trawie wilgotnej, i wpatrywać się w przestrzeń niemającą końca, pełnym zachwytu wzrokiem. Dołączysz do mnie?

19. Być offline

Prowadząc bloga i social media nie jest łatwo być niepodłączonym do sieci. Wszystko kontroluję, obserwuję i sprawdzam za pomocą telefonu i laptopa. Przyznaję się, że jeżeli gdzieś mnie spotkacie, to zapewne będę trzymać telefon w ręce. Nie jestem z tego powodu zachwycona. W tamtym roku widząc, że to uczucie narasta, musiałam zrobić sobie dłuższą przerwę od Internetu. Nie mam zamiaru doprowadzić drugi raz do takiej sytuacji, ale zagrożenie zawsze jest. Na pewno muszę przestać z bezsensownym przeglądaniem Instagrama w celu… w żadnym celu tak naprawdę. Zdecydowanie nie chcę się zatracić w wirtualnym świecie. Dlatego pomysł offline wdrożę w życie już od tego momentu.

20. Odwiedzić las (kilkakrotnie)

Przejść się ścieżkami, pozbierać gałązki, przyłożyć dłoń do śladu, który zostawiło jakieś leśne zwierzę. Posłuchać dzięcioła. Oddychać głęboko i wolno, aż będą piekły płuca, aż zakręci się w głowie. I znowu, i znowu, i znowu.

21. Smile, laugh and relax

Nie chwalę się tu znajomością języka angielskiego, bynajmniej. Ten tytuł to istna pigułka, z której chcę skorzystać. Po polsku nie brzmiałoby to już tak dosadnie i wymownie. Po prostu jeszcze więcej uśmiechu, jeszcze więcej sytuacji, w których lecą łzy i boli brzuch, jeszcze więcej luzu. Dajmy sobie przyzwolenie na odpoczynek, na naturalność, na śmiech, na płacz z radości. Jest wiosna, trzeba się cieszyć. Nie wiem, przez co przechodzicie. Nie mam pojęcia tak naprawdę o Waszym życiu, o Waszej codzienności. Możecie pomyśleć, że piszę farmazony i może faktycznie tak jest, bo jestem nader infantylna. Ale cokolwiek by się nie działo, pamiętajcie o uśmiechu. Nawet w najgorszej sytuacji, znajdźcie w sobie siłę, żeby Wasze kąciki ust podniosły się choć w najmniejszym stopniu. Kiedy mój tatuś był bardzo chory i było z Nim naprawdę źle, nie mogłam pojąć, jak można w takiej sytuacji starać się uśmiechać. Byłam poirytowana, kiedy ktoś w moim towarzystwie to robił. Ale będąc przy Nim, czuwając, wpatrując się w Jego bladą twarz nagle zrozumiałam, że uśmiechem można zdziałać  cuda. A jeżeli nie cuda, to przynajmniej można przywrócić komuś dobry humor. I robiłam to codziennie, cały czas, żeby tylko zobaczyć na Jego twarzy uśmiech i wdzięczność. Także uzbrajamy się w dobre humory, szczerzymy Nasze lśniące zęby i witamy Cię wiosno. Nareszcie.


∗∗∗

Jakie są Wasze plany na wiosnę? Co dodalibyście do tej listy? 

∗∗∗

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Z góry dziękuję!

Tagi:

PODOBNE WPISY