Nadszedł nowy rok.

W związku z tym od pierwszego stycznia się zmieniam. Będę całkiem inną osobą.

Będę bardziej zorganizowana i poukładana. Nie będę się spóźniać i zapominać o ważnych terminach. Mój związek przejdzie rewolucję i będziemy najbardziej idealną parą jaką znam. Wykupię karnet na siłownię i zacznę ćwiczyć, to oczywiste. Przestanę jeść cukier, gluten, nabiał, mięso, warz… a nie, warzywa i owoce będę jeść. Och będę codziennie. Kilka razy dziennie nawet. Przestanę marudzić i będę sięgać do nieba, wiadomo. Gwiazdkę sobie nawet ściągnę z wyżej wymienionego, tak wysoko będę mierzyć.

Będę codziennie pracować na własny sukces, z dokładnie rozpisanym planem w dłoni. Koniec z lenistwem, Netflixem i kocykiem. Wygodna kanapa i ciepła herbata w kubku nie zapewnią mi spełnienia moich ambicji.

Oczywiście zadbam o odpowiedni work life balance. Od teraz będę częściej dzwonić i spotykać się z przyjaciółmi i znajomymi. Będę więcej podróżować, więcej gotować, więcej spacerować.

Nowy rok – nowa ja!

Znacie to? Ja też.

Udało Wam się kiedyś? Mi też nie.

A ja Wam powiem tak Nowy Rok – stara ja.

Bo lubię siebie. Nie chcę wcale się zmieniać. Nie chcę być inną osobą. Nie chcę się obudzić pewnego dnia, spojrzeć w lustro i z przerażeniem stwierdzić, że nie poznaję tego odbicia. Nie chcę kiedyś otworzyć oczu i zastanawiać się czego naprawdę potrzebuję od życia? Kim jestem? Po co właściwie to wszystko robię. Nie chcę na siłę kreować idealnego obrazu samej siebie. Dla kogo? W imię czego?

Zbyt często wymagamy od siebie zmian, które na pierwszy rzut oka wpłyną na nasze życie pozytywnie – bo przecież dopiero wtedy będziemy tacy zorganizowani, szczęśliwi i bogaci, bo tego pragną wszyscy, więc zapewne my też powinniśmy…

A przecież każdy z Nas ma całkiem inne pragnienia. Każdy z Nas powinien indywidualnie podchodzić do swojej codzienności i tego, nad czym warto pracować.

Tyle razy na pytanie „Masz jakieś postanowienia noworoczne?” słyszałam automatyczną odpowiedź „No wiadomo zdrowy styl życia, więcej zielonego na talerzu, więcej sportu, wiadomo…”

Ale dla kogo wiadomo? Dla Ciebie czy dla społeczeństwa?

Jasne jest, że wszystkim Nam przydałoby się popracować nad zdrowym stylem życia, ale nie dla każdego to musi być priorytet.

I dobrze.

W takich momentach mam ochotę takiego człowieka złapać za ramiona, porządnie nim wstrząsnąć i zapytać czego tak naprawdę chcesz od swojego życia? Jakich zmian naprawdę potrzebujesz? Ty! Nie Twój kolega, nie Twoja siostra czy blogerka, która Cię inspiruje ani pani, która ma swoje pięć minut na kanapie w śniadaniówce.

Ty się liczysz. Czego tak naprawdę Ty chcesz…

Czy nie zdarzyło Wam się zapisać w notesie jakieś postanowienie noworoczne, bo w sumie wypada je tam mieć?

Może nie lubisz za bardzo czytać i wolisz oglądać filmy, ale wpisujesz te książki, bo wszyscy tak robią, więc wypada. Może wcale nie masz potrzeby, żeby rezygnować z mięsa w swojej diecie, ale wpisujesz ten wegetarianizm, bo wszyscy są teraz wege, to Ty też będziesz. Może całkiem nieźle sobie radzisz na co dzień bez szczegółowego planowania, ale teraz tyle się trąbi o tym, że to połowa sukcesu i bycie zorganizowanym jest najlepszą drogą, więc kupujesz te kalendarze, notesy i długopisy, bo przecież nie zaszkodzi, a może pomóc.

I może nawet jesteś wytrwały w tych postanowieniach, ich realizacja idzie Ci świetnie i ogólnie wszystko wygląda rewelacyjnie, a Ty powinieneś słyszeć oklaski.

Ale słyszysz tylko głuchą, przejmującą ciszę.

Bo okazuje się, że jednak Cię coś uwiera, jednak nie czujesz spełnienia, a tym bardziej szczęścia.

Bo może dałeś się przekonać, że potrzebujesz w swoim życiu tego, tamtego i owego. A tak naprawdę to nie były Twoje pragnienia tylko zbieranina planów przypadkowych osób.

Nie wiem jak Wy, ale ja nie chcę podążać za postanowieniami innych ludzi. Bo tak powinno się żyć. Tak powinno się funkcjonować. Tak powinno się pracować i odpoczywać.

Czy mam coś przeciwko postanowieniom? Nie! Jakkolwiek to nazwiecie, czy postanowienia, plany, cele – mają jeden wspólny mianownik – zmianę.

Ja chcę zmienić wiele rzeczy w swoim życiu. Ale przy okazji tych zmian nadal pozostanę w głębi tą samą osobą, którą byłam rok temu. Oczywiście zmiany wpłyną na mnie w dużym stopniu. Może przestanę się spóźniać, może przestanę się porównywać i czuć presję. Może w końcu będę bardziej odważna i rzucę się na głęboką wodę, żeby osiągnąć to, o czym myślę już od kilku lat. Może sport stanie się dla mnie codziennością, a moja praca będzie bardziej zorganizowana i efektywna.

Do tego wszystkiego i jeszcze wielu innych rzeczy dążę i mam bardzo ambitne plany na ten nowy rok. Ale chcę zmieniać nawyki, przyzwyczajenia, nastawienie, a nie siebie.

Bo ja jestem wystarczająco dobra. Ja jestem wystarczająca.

∗∗∗

Ciekawi mnie Wasze nastawienie do postanowień noworocznych. Zasłużyły sobie na taką złą opinię? 

∗∗∗

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Z góry dziękuję!

Tagi:

PODOBNE WPISY