Paryż w obiektywie mojego telefonu

Paryż.

Zawsze chciałam odwiedzić to miejsce, ale czy o nim marzyłam? Chyba nie.

Teraz już marzę. Śnię o nim. Zachwycił mnie mimo, że na zwiedzanie było bardzo mało czasu. Ale wsiąknęłam w tę atmosferę i klimat. Nie jest to idealne miasto, zauważyłam sporo wad, ale jakaś siła mnie tam przyciąga. Paryż w ogólnym rozrachunku mnie zachwycił. Obiecałam sobie, że kiedyś na pewno tam wrócę.

Pewnego letniego dnia przy wspólnym romantycznym sortowaniu naczyń ze zmywarki, On nagle zapytał, czy chciałabym polecieć do Paryża na Naszą rocznicę ślubu. Zaczęłam się śmiać i schyliłam się po kolejny talerz. Kiedy okazało się, że On jest dosyć poważny i czeka na moją odpowiedź, zaczęłam się również śmiać, ale już bardziej histerycznie, z wielkimi oczami zaskoczenia. Kiedy już ogarnęłam, że to jest całkiem realna propozycja, z ekscytacji prawie nie uszkodziłam wspomnianej zmywarki, bo skacząc wpadłam na jej drzwi.

I tak oto, niespodziewanie i spontanicznie wylądowałam w tym nieprzewidywalnym i magicznym mieście. To był mocno osobisty wyjazd, więc nie będę się rozwodzić nad jego przebiegiem, tylko wstawię tu kilka niezobowiązujących kadrów.

Dziś skupiam się bardzo nad zdjęciami właśnie. Wszystkie bez wyjątku zostały zrobione moim telefonem. Nie są powalającej jakości, mają koszmarne przepalenia, tu za ciemno, tam za jasno. Dla jednych mógłby to być koszmar. Dla mnie to idealne rozwiązanie na szybkie i intensywne wyjazdy. Czy przeglądając je po latach będę zwracała uwagę na te wszystkie mankamenty, czy po prostu rozłożę się z kawą w kubku i oddam się pięknym wspomnieniom? Odpowiedź jest chyba oczywista, prawda?

Chodzi o to, że całym swoim sercem kocham fotografię. Każdą. I te wymuskane, ustawione, przemyślane kadry powstające za pomocą lustrzanki, i chwile szczęścia, spontaniczne zdjęcia rodziny, czasem nieostre, niedopracowane, ale prawdziwe i wiarygodne. Nie ważne, czy masz sprzęt za miliony monet, czy też telefon w kieszeni. Używaj serca do fotografii. To jest w tym wszystkim najbardziej istotne. Inaczej nic z tego nie będzie.

Ja do Paryża zabrałam swojego ukochanego Nikona. Niepotrzebnie. Wróciłam z całą masą zdjęć na telefonie i dzisiaj chcę Wam pokazać, że one też są czegoś warte i można wycisnąć z nich całkiem sporo. Do obróbki używałam tylko i wyłącznie aplikacji VSCO. Niczego innego. Pierwszej części zdjęć nie ruszyłam w Lightroomie. Moim celem jest udowodnienie, że każdy może robić przyzwoite zdjęcia i prowadzić ciekawe konto na przykład na Instagramie, nie wydając przy tym wszystkich swoich oszczędności na sprzęt.

 

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

 

Czy powyższe zdjęcia są naprawdę złe? Bynajmniej! Wracam do tych zdjęć bardzo często. Wspominam, śmieję się, tęsknię, marzę. Moim zdaniem to cudowna pamiątka, która nie musi być wymuskana w każdym calu i pod każdym względem.

Ale mam dla Was coś jeszcze, taki mały bonusik.

Pamiętacie, jak ostatnio pisałam na Instagramie, że w kwestii zdjęć chciałabym przenieść się całkowicie z obróbki w aplikacji VSCO , do Lightrooma? Pobawiłam się trochę i stworzyłam własny preset, pasujący idealnie do klimatu Paryża. Efekty nie są być może porażające – miałam ograniczone możliwości, bo zdjęcia były w formacie JPG, a nie w RAW, tak jak zawsze fotografuję. Ale ponownie, czy to mnie zatrzymało? Czy to spowodowało, że rzuciłam to w cholerę? No właśnie nie! Doszło do mnie, że nigdy nie będzie idealnego momentu, idealnego sprzętu, idealnych warunków. Trzeba działać z tym, co jest akurat pod ręką. Oto dowody – kilka z powyższych kadrów obrobionych w programie Lightroom.

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

PAryż

Paryż

Paryż

 

Jeżeli mam być szczera, to bardziej podobają mi się zdjęcia obrobione w Lightroomie, ale nie oznacza to, że nie da się tego dobrze zrobić w zwykłej aplikacji w telefonie. Można. Wystarczy trochę wyobraźni, cierpliwości i czasu.

∗∗∗

A Wy jakiego jesteście zdania? Jesteście bardziej TEAM LUSTRZANKA czy TEAM TELEFON? Ja staram się znaleźć złoty środek.

Kocham swojego Nikusia, jak i poręczny telefon, który zawsze mam ze sobą i sprawdza się naprawdę dobrze.

∗∗∗

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, bądź aktywnym czytelnikiem i wyślij go w świat za pomocą przycisków, które widnieją poniżej. Z góry dziękuję!

PODOBNE WPISY