Teraz, kiedy wiosna zawitała na dobre wiem, że to mój czas. W ciepłych miesiącach czuję się najlepiej. Mam siłę i determinację, żeby iść do przodu. Mam motywację, żeby coś zmieniać. Na lepsze. Myśl, że to wszystko prowadzi do lata, mojej ukochanej pory roku, napawa mnie nieopisaną radością. I tę radość chcę w sobie pielęgnować. Zaczynam wiosenno-letni sezon śniadań i pikników na świeżym powietrzu. Pierwsze śniadanie w ogrodzie za mną.
W zamyśle miał to być post o przyjemności spożywania posiłków w ogrodzie. Mało tekstu, więcej zdjęć. Ale ja chcę pisać. Mam wielką potrzebę przelewania swoich myśli i uczuć na papier. W tej sytuacji, na bloga. Pragnę napisać, jak cudownie się czuję, kiedy wokół widzę zazielenione do granic możliwości drzewa. Takiego koloru trudno jest szukać gdzie indziej. Ta nasycona, głęboka zieleń nie może równać się do niczego innego. Pragnę zachłysnąć się zapachem i kolorem bzu, który jest przepiękny i dodatkowo darmowy! Do tego soczysta żółć rzepaku. Morza, oceany rzepaku, jakby nie miały końca. Wiosenna feeria kolorów potrafi zawrócić w głowie. Czasem będąc na dworze czuję się jak na haju. Jestem odurzona. Odurzona pięknem świata.
Zastanawiam się, jak można narzekać na cokolwiek, kiedy wokół Nas jest tyle małych, codziennych cudów. Wyobraźcie sobie, że mam to szczęście wyjść z gorącą kawą zaparzoną w ulubionym kubku na swój własny taras. Z niego mogę przejść na ogromny ogród, który teraz wygląda, jak wyciągnięty z baśni. Dwa kroki, dosłownie dwa duże kroki od tarasu rozlewa się morze najbardziej żółtego rzepaku na świecie. Mogę zejść na świeżo skoszoną trawę, dotykać bosymi stopami równiutkich jej kosmyków, wciągać głęboko w płuca jej ulubiony zapach. Czuję tę rozpościerającą się wokół mnie przestrzeń, nasz dom jest całkowicie otwarty na otaczającą Nas przyrodę. Nic nie dzieli mnie od świata, poza kilkoma krzewami i domowym lasem, który zasadził mój tata, a ja mu pomagałam, kiedy miałam lat dziesięć. Moje miejsce na Ziemi jest idealne. Jestem za nie wdzięczna. Niewypowiedzianie mocno wdzięczna. Nie mam prawa narzekać. Jestem na takim etapie życia, gdzie uczę się wdzięczności. Nie przychodzi mi to łatwo, ale chcę stać się wdzięcznym człowiekiem. Chcę doceniać niebieskie niebo, żółty rzepak i zieloną trawę. Uczę się żyć na nowo. Bo chcę żyć lepiej.
A w kwestii śniadań na świeżym powietrzu. Czy potrzeba tu słów? Czy jest coś piękniejszego, niż śniadanie z ukochanymi osobami, w otoczeniu zieleni i śpiewu ptaków? Nie wiem, może to brzmi banalnie, może to oklepana sceneria, ale chyba nigdy mi się to nie znudzi. Bo te ptaki naprawdę śpiewają jak wściekłe, a drzewa zielenią się jak szalone. Tak po prostu jest. Nie mogę więc powiedzieć, że to banał, bo wtedy banałem okazałby się rzeczywistość, którą kreuję.
Mówię maj, myślę bzy. Absolutny majowy must have!
Pierwsze rzodkiewki wyrwane z własnego ogrodu.
Do tej pory pamiętam smak niespiesznie wypitej kawy. W takich chwilach czuć jej prawdziwy smak.
Mięta, cytryna i ogórek. Woda nabiera mocno odświeżającego smaku przy takiej kombinacji. Te listki mięty również urwałam w ogrodzie. Czekam, aż się porządnie rozrośnie.
Wystarczy kawałek sznurka…
…polne kwiaty…
…i od razu wszystko przyjemniej wygląda.























27 maja 2015 @ 17:01
Witaj Jolu. Twój blog czytam z wielką przyjemnoscią. Jak patrzę na te pyszności to aż ślinka cieknie. A tak przy okazji to zdradź proszę sekret, gdzie takie piękne talerze kupiłaś? Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na nowe wpisy. Pozdrawiam cieplutko
27 maja 2015 @ 18:35
Bardzo mi miło, kiedy czytam takie słowa! Dziękuję :) A talerze są z Pepco.
Pozdrawiam Cię bardzo mocno!
29 maja 2015 @ 12:54
To chyba muszę siostrę wysłać po komplet :D buziaki
16 maja 2015 @ 20:36
takie śniadania na świeżym powietrzu to moje marzenie
17 maja 2015 @ 22:13
Piękne masz zatem marzenia <3
16 maja 2015 @ 10:11
Ja również dostrzegam magię śniadań w ogrodzie i naprawdę je uwielbiam! :)
17 maja 2015 @ 22:13
Jak ich nie uwielbiać, prawda? ;)
16 maja 2015 @ 08:40
Cudownie, cudownie…Ja, niestety, nie mam możliwości śniadaniowana w ogrodzie, ponieważ takowego nie posiadam, aczkolwiek wraz z nadejściem wiosny zyskałam motywację na tworzenie nieco innych niż zwykle śniadanek, w dużej mierze przy udziale owoców. :)
A…podzielam Twój zachwyt otaczającym nas Światem. Też tak mam :)
17 maja 2015 @ 22:13
Świetny pomysł! Moi zdaniem pięknie i spokojnie (w miarę możliwości) rozpoczęty dzień to już połowa sukcesu!
16 maja 2015 @ 08:12
Wspaniałe macie śniadania w ogrodzie, zazdroszczę takiego tarasu i ogrodu, swojego kawałka ziemi :) Pięknie jest, widoki cudowne, i jak tu na cokolwiek narzekać? :)
17 maja 2015 @ 22:12
No właśnie, jak? A człowiek jest takim niewdzięcznikiem czasami.
15 maja 2015 @ 20:06
Cudnie! Zazdroszczę ogrodu, ale może już niedługo…:) A co do wdzięczności to piękne uczucie i też staram się je pielęgnować w sobie jak najczęściej. Tyle dobra nas spotyka a czasem zupełnie tego nie zauważamy.
17 maja 2015 @ 22:12
Aniu, wyczuwam zmiany :D
18 maja 2015 @ 12:18
Tak, to niedługo było bardzo optymistyczne :D Ale trzeba realizować marzenia, więc kto wie co z tego wyjdzie ;)
18 maja 2015 @ 12:24
Amen :-D
trzymam kciuki!
15 maja 2015 @ 19:01
U mnie na blogu też pojawiły się bzy. Maj bez bzu się nie obejdzie. Oj, szczęściara, masz ogród :)