„Wyspa motyli” Corina Bomann

Wyspa motyli

Zastanawiałam się długo, jakby tu podejść do opisu tej książki. No bo niby wszystko gra, a jednak to „niby” nie daje mi spokoju. Kiedyś byłam mniej wybredna, jeżeli chodzi o wybór książek. Prawie wszystkie mi się podobały, były „fajne”. Po prostu. Przez ostatnich kilkanaście miesięcy w tej kwestii bardzo trudno jest mnie zadowolić w stu procentach. I tak też było tym razem.

Diana, prawniczka z Berlina, dowiaduje się, że jej mąż ją zdradza. Dodatkowo dostaje bardzo niepokojący telefon z Anglii, z którego wynika, że Jej ciotka wylądowała w szpitalu i jest w bardzo złym stanie. Postanawia więc zostawić na kilka chwil wszystko w Berlinie i wyjechać do Anglii, żeby jeszcze raz (być może ostatni) spotkać się z bliską Jej osobą. Na łożu śmierci, Ciotka prosi Dianę o odkrycie rodzinnego sekretu, który ciągnie się za Nimi od pokoleń. Diana obiecuje dotrzymać słowa. W tym celu wyrusza w daleką podróż na Cejlon. Zaopatrzona tylko w determinację, kilka wskazówek i pomoc nowo poznanego znajomego, rozpoczyna swoją przygodę życia.

2015-07-24 12.31.38

Zacznę od języka, w którym napisana jest ta książka – momentami wydawał mi się zbyt górnolotny i patetyczny. I jeżeli pasowało mi to do dialogów i opisów sprzed stu lat, tak do czasów, w których żyje Diana już niekoniecznie. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam, kiedy książka jest napisana w piękny sposób, bez zbędnych przekleństw i zalewającego strony kolokwializmu. Jednak moim skromnym zdaniem sposób pisania, powinno się dostosować do opisywanych historii i sytuacji. Dlatego też, w pewnych momentach zaczynałam się nudzić czytając tę pozycję. Tym bardziej, że nie odnotowałam wielu ciekawych i wartych zapamiętania cytatów mimo, iż po pierwszych stronach można było odnieść wrażenie, że tak właśnie będzie (ze względu na sposób pisania).

Śmieszne było to, kiedy dopiero po kilku rozdziałach załapałam kto kim jest. Babka tej, ciotka tamtej, brat tego, siostrzenica tamtej. I kim Ci wszyscy ludzie byli dla Diany. Naprawdę przez pierwsze kilkadziesiąt stron błądziłam jak dziecko we mgle, jeżeli chodzi o wszystkich członków rodziny. Niejednokrotnie musiałam wracać do wcześniejszych stron, żeby wszystko sobie w głowie poukładać. Ale nie uważam, żeby to był minus dla książki, to raczej ja byłam mało skupiona i okazałam się mniej bystra :D

Kolejną sprawą do omówienia są historie, w które wgłębiamy się podczas czytania. I tutaj też mam podzielone zdanie na ten temat. Szczerze mówiąc, niemiłosiernie dłużyły mi się strony, które opisywały życie i poczynania Diany. Ta postać jest szara, nieciekawa, sztywna. Wiele razy nie potrafiłam zrozumieć Jej postępowania, toku myślenia, a już nieskończoną ilość razy wywracałam oczami, bo mnie po prostu irytowała. Nie skradła mojego serca, mimo usilnych starań autorki. Natomiast ta druga historia, która miała miejsce ponad 100 lat temu od razu przypadła mi do gustu! To coś niesamowitego. Tam każdy miał CHARAKTER, wydarzenia miały w sobie iskrę, która przyciągała jak magnes. Przodkowie Diany okazali się być o wiele bardziej ciekawszymi postaciami w tej powieści od niej samej. Kiedy tylko widziałam, że zbliża się rozdział, dzięki któremu znowu przeniosę się do odległych lat, od razu mocniej ściskałam książkę, a strony czytały się same. Posługuję się takimi ogólnikami, ponieważ nie chcę Wam zepsuć przyjemności z odkrywania rodzinnych tajemnic tamtej rodziny. A były one niesamowicie wciągające!

Dodatkowo muszę wspomnieć, że pozytywnie zaskoczyły mnie opisy krajobrazów, miejsc, plantacji herbat. Autorka postarała się, żeby czytelnik czuł się tak, jakby faktycznie znalazł się w opisywanych miejscach i udało Jej się to. Moja wyobraźnia działała na wysokich obrotach i pokuszę się o stwierdzenie, że momentami czułam zapach zaparzonej herbaty i dokładnie widziałam każde drzewo, każdy pagórek i każdy listek herbaty na plantacji. Bomann dostaje za to ode mnie bardzo duży plus.

2015-07-24 12.32.14

Niestety w ogólnym rozrachunku „Wyspa motyli” okazała się bardzo przewidywalna. Co jak zapewne wiecie, jest najgorszym wrogiem książek. Ja pragnę emocji, pragnę iskier i swoistej magii. A jeżeli historia jest dosyć prosta, to przecież można ją napisać w taki sposób, żeby nie dawała czytelnikowi czasu na oddech. Tego właśnie zabrakło mi ze strony autorki. Za mało energii, za dużo stagnacji. Tak jak wspomniałam powyżej, wyjątkiem są rodzinne perypetie przodków Diany.

Niektóre sytuacje w książce dosłownie raziły niedociągnięciami. A już temat nowej miłości Diany i to, w jaki sposób był on przedstawiony, był po prostu śmieszny i nader banalny.

Pytanie najważniejsze – czy polecam tę pozycję? Nie w stu procentach i nie z pełnym przekonaniem. Jeżeli po nią sięgniecie, to świetnie – kolejna przeczytana książka na pewno Wam nie zaszkodzi. Dodatkowo historia sprzed wieku powinna Was zainteresować – dla niej i dla opisów krajobrazów warto przeczytać powieść. Jeżeli jednak sobie ją odpuścicie, to nie ominie Was nic szczególnego w czytelniczym życiu. Muszę przyznać, że nie podpisuję się pod tą książką rękami i nogami. Jest taka jakby zwykła, nie wyróżnia się niczym, nie zachwyca, zamykając ją nie zastanawiasz się nad losami bohaterów zbyt długo. Co nie oznacza, że żałuję jej przeczytania – bynajmniej. Moim zdaniem z każdej pozycji możemy wyciągnąć dla siebie wartościowe treści i przesłanie. Ta historia jest miła. Miła, sympatyczna i dosyć przyjemna. Nie powaliła mnie na kolana, nie zmiotła z fotela. Ale jeżeli macie za dużo czasu, Wasz pociąg wlecze się niemiłosiernie albo chcecie przeczytać cokolwiek – to bierzcie tę książkę w dłoń i zaczynajcie!

Tagi:

PODOBNE WPISY

  1. Odpowiedz

    Zann

    25 lipca 2015

    Mam tyle książek pozaczynanych i w zapasie, że nie wiem kiedy wezmę się za tą, ale się wezmę! :D

ZOSTAW KOMENTARZ